środa, 11 listopada 2015

Rozdział 5




Weszłam do budynku kasyna El Castillo. Przygładziłam swoją czarną, dopasowaną spódnicę, która całkiem nieźle podkreślała figurę. Odstawiłam się jak szczur na otwarcie kanału, chcąc zrobić jak najlepsze wrażenie na moim celu. Poprosiłam wczoraj Nikki, aby pomogła wybrać dla mnie odpowiedni strój na rozmowę kwalifikacyjną. Blondynka oczywiście nie ma pojęcia o moim zadaniu zleconym przez FBI i myśli, że ja serio idę na spotkanie w sprawie pracy.
Musiałam się postarać, żeby zdobyć przychylność Vercettiego, a z czasem zaufanie. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie byłam w kasynie. To miejsce robiła na mnie piorunujące wrażenie. Marmurowa podłoga, ściany wyłożone czerwoną tapetą. Widać było, że ludzie zostawiają tutaj ogromne sumy pieniędzy. W końcu było to chyba jedyne takie miejsce w Miami. Podeszłam do dziewczyny stojącej na recepcji i przedstawiłam się. Blondynka zadzwoniła gdzieś. Odłożyła słuchawkę i oznajmiła, że pan Vercetti już na mnie czeka. Zaprowadziła mnie do biura należącego do mojego nowego „szefa”.
Oniemiałam, gdy zobaczyłam do na żywo. Prezentował się wręcz bosko! Miał na sobie czarny, elegancki garnitur, który leżał na nim idealnie. Mimo ubrań, było widać, że jest całkiem nieźle umięśniony. Po chwili zorientowałam się, że stoję oniemiała i przyglądam mu się jak jakaś kretynka. Ogarnęłam się i przywitałam z Diegiem podając rękę. Czułam jak brunet przeszywa mnie swoim zniewalającym spojrzeniem. Miałam wrażenie, że facet przejrzał mnie na wylot i wie o mnie wszystko. To było trochę krępujące, nagle zrobiło mi się mega duszno. Zaczęły dopadać mnie wątpliwości, czy dam radę wykonać zadanie. Na szczęście Vercetti wskazał na fotel żebym usiadła. Gdyby nie to, pewnie bym padła przed nim jak kłoda. Diego usiadł naprzeciw mnie.
– Napije się pani czegoś? – zapytał grzecznie.
– Wody poproszę – wydukałam odzyskując powoli spokój. Przecież nie może pójść tak źle.
Gdy sekretarka przyniosła szklanki z napojami. Vercetti przeszedł do  przeprowadzenia rozmowy.
– A więc Saro? Chyba mogę ci mówić po imieniu? – Pokiwałam głową, bo było to pytanie retoryczne. Diego był straszy ode mnie jedynie siedem lat, więc zapewne zwracałby się do mnie na „ty” czy tego chcę czy nie. – Dlaczego zdecydowałaś się aplikować na stanowisko informatyka w mojej firmie?
Jak ja nie cierpię tego pytania na rozmowach kwalifikacyjnych... Dlaczego? Bo nie mam kurwa pracy, a nie chcę zdechnąć z głodu. No ale nic... Mam gdzieś tę robotę, jak mnie nie przyjmie to trudno. FBI znajdzie sobie kogoś innego. Nie będę mu mydlić oczu, że to praca moich marzeń.
– Ponieważ jestem bezrobotna – odpowiedziałam szczerze. – Pan szuka dobrego informatyka, a tak się składa, że jestem świetna jeśli chodzi o komputery, możemy wzajemnie sobie pomóc – dodałam stanowczym tonem, posyłając mu pewny siebie uśmiech.
Vercetti pokiwał głową. Myślałam, że za moją postawę od razu wywali mnie na zbity pysk, co o dziwo się nie wydarzyło. Zamiast tego zadał mi kilka kolejnych pytań. Między innymi o moją poprzednią pracę, czemu wybrałam taki zawód a nie inny. Nawet nie wiadomo kiedy rozmowa kwalifikacyjna zmieniła się w zwykłą pogaduszkę. Diego opowiedział mi o tym jak przy pomocy ojca udało mu się rozkręcić pierwszy biznes. Szczerze mówiąc to brunet wcale nie wyglądał ani nie zachowywał się jak bandzior, ale jak normlany biznesmen.
– Masz tę pracę – stwierdził Diego, kiedy nadszedł czas by się pożegnać. – Oczywiście na razie tylko okres próbny, przekonam się czy rzeczywiście jesteś taka dobra.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
– Dziękuję bardzo – powiedziałam. – Kiedy zaczynam?
– Od jutra, bądź tutaj o godzinie dziewiątej.

Wyszłam z budynku jak w jakimś letargu. A więc od dzisiaj jestem „tajną agentką”. Nie wiem czy byłam bardziej podekscytowana czy może przerażona. Natychmiast pojechałam do budynku, gdzie stacjonowali agenci, żeby zdać im relację ze spotkania. Był to budynek, znajdujący się na wybrzeżu. Wyglądał niepozornie, jak zwykły dom mieszkalny, tak więc nikt  z zewnątrz nie pomyślałby, że w środku jest pełno agentów. Musiałam być ostrożna, bo Vercetti mógł kazać mnie śledzić czy coś. Mój ojciec wcześniej dał mi wykład jak mam się zachowywać, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
W środku spotkałam Monicę, która zaraz kazała mi opowiedzieć wszystko.
– Dostałam tę pracę – oznajmiłam z dumą, patrząc na nią wrednie. Dam sobie rękę uciąć, że Fuentes myślała, że nie dam rady wkręcić się do Diega.
– Dobrze – stwierdziła niechętnie. – Nie będę pytać jakim cudem ci się to udało. Kolana nie bolą? – spytała kąśliwie.
Zagotowało się we mnie jak jasna cholera, ale puściłam jej uwagę mimo uszu. Nie dam się sprowokować. Grzecznie zdałam jej całą relację ze spotkania. Właściwie to powtórzyłam ją prawie słowo w słowo. Z satysfakcją patrzyłam na zdziwienie malujące się na jej twarzy. Ona serio myślała, że posunęłam się do jakiś tanich sztuczek, żeby się wkręcić do tej roboty?
– Masz regularnie informować nas o każdym kroku Vercettiego. Chyba sobie poradzisz, co? – zapytała kpiąco.
– Oczywiście – potwierdziłam. – Nie musisz wątpić w moje zdolności. No ale wiesz... każdy mierzy swoją miarą.
Wstałam rzucając Monice drwiący uśmieszek. Nie dam sobie w kaszę dmuchać! Tej snobistycznej jędzy, która myśli, że jest najmądrzejsza i najlepsza. Wyszłam na zewnątrz z uśmiechem na twarzy.

Pojechałam do swojego domu, gdzie natychmiast zdjęłam ubrania, które miałam na sobie, zmieniając je na wygodne dżinsy i czarny top. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, dlatego postanowiłam pojechać do garażu Teja. Parker był na mnie śmiertelnie obrażony za te ścięte afro. To trochę niesprawiedliwe, bo Brian i Roman byli moimi partnerami w zbrodni, ale na nich jakoś już się nie wściekał. Zastałam go ślęczącego nad Fordem Mustangiem, a na parkingu stał Volkswagen Passat B7.
– Cześć Tej! – uśmiechnęłam się przymilnie na powitanie.
– Hej maleńka! – Co dziwne Parker odwzajemnił uśmiech i przytulił mnie. Czyżby już mu przeszło? Murzyn jakby wyczuł moje zawahanie, bo roześmiał się. – Nie wiem jak cię dziękować za te włosy. Laskom podoba się moja nowa fryzura i nawet nie wyobrażasz sobie ile numerów telefonów zebrałem w sobotę! – oznajmił wesoło.
Zrobiłam minę w stylu „i kto tu miał rację”. Ja wiedziałam, że tak będzie. To afro było okropne, Tej wyglądał z nim jak pajac.
– Jestem genialna! – westchnęłam, widząc uradowanego Teja. – Pomóc ci? – zapytałam, widząc że ma jeszcze sporo roboty nad samochodem.
– Możesz wymienić filtr paliwowy i tarcze hamulcowe w Volkswagenie – powiedział. – W szatni powinny być jakieś wolne ciuchy na zmianę.
Pokiwałam głową i poszłam się przebrać. Kilka minut później zabrałam się za pracę. Najpierw wymieniłam tarcze. To była chyba najprostsza rzecz jaką można robić. Gdy skończyłam zakładać z powrotem ostatnie już koło, zajrzałam pod maskę pochylając się nad silnikiem. Nagle usłyszałam głos Romana.
– No proszę co za piękny widok! – stwierdził gwiżdżąc wesoło.
– Czy wy...?
– Wcale nie patrzeliśmy na twój tyłek – zaprzeczył Brian, śląc mi swój zabójczy uśmiech, jeszcze zanim zdążyłam zadać pytanie.
– Chciałam zapytać czy nie macie nic do roboty, ale dobrze wiedzieć – roześmiałam się. W sumie to powaliła mnie szczerość blondaska.
O’conner przegonił Roma i pomógł mi odpowietrzyć przewody paliwowe.
– Widzę, że już jesteś pogodzona z Tejem – zagadał blondyn. Pokiwałam twierdząco głową.
– Dzięki mnie ma teraz branie wśród dziewczyn – uniosłam dumnie głowę.
Brian zaśmiał się cicho.
– Tej bardzo chciał, żebyś wzięła udział w sobotnim wyścigu, ale był na ciebie za bardzo obrażony, żeby cię o to poprosić – uświadomił mnie.
Parker chciał mnie wystawić w wyścigu? Serio uważał, że jestem aż tak dobra?
– Ale przecież ja nawet nie mam sportowego samochodu. A poza tym nie mam doświadczenia w wyścigach. – No dobra z tym samochodem to mówiłam prawdę, a z doświadczeniem trochę skłamałam.
– Nie masz doświadczenia? – spojrzał na mnie pobłażliwie. O cholera! On wiedział. WIEDZIAŁ. – A jeśli o samochód chodzi, pojechałabyś moim Nissanem.
– Pożyczyłbyś mi swój samochód? – zapytałam wątpiącym tonem.
Brian pokiwał głową. O Chryste! Jeśli facet chce pożyczyć ci swój samochód, wiedz, że coś się dzieje...
– Chodź pójdziemy na spacer – zaproponował.

Kilkanaście minut później szliśmy deptakiem wzdłuż wybrzeża, zajadając się nachosami z jakimś dupnym  sosem.
– Ścigałaś się kiedyś, prawda? – zapytał. – I nie ściemniaj, bo zaglądałem do twojej kartoteki.
Spuściłam głowę, nie było co owijać w bawełnę. Wiedziałam, że komu jak komu, ale O’connerowi mogę zaufać.
– Tak, ścigałam się – westchnęłam. – Już od najmłodszych lat miałam zapędy motoryzacyjne. Mama akceptowała moje zainteresowanie i nawet zabierała mnie na gokarty. Aż w końcu nadszedł głupi wiek dojrzewania. Gdy miałam piętnaście lat poznałam Faith i Natashę, które stały się moimi przyjaciółkami. Faith była z moim wieku, a Natasha trzy lata starsza. Trzymałam się z nimi i wkręciły mnie w nieodpowiednie towarzystwo. Byłam tępą małolatą, która poczuła trochę wolności i zaczęła się buntować. Zbieraliśmy się wieczorami i ścigaliśmy pożyczonymi samochodami, gdzie tylko popadnie. Kilka razy zatrzymała mnie policja. Moja mama ostrzegała mnie, ale byłam tak zafascynowana, że nie słuchałam tego co mówi.
– Dlaczego przestałaś?
– Pewnego dnia wybrałyśmy się z dziewczynami na wagary. Pojechałyśmy na wyścig, w którym wzięłam udział. To był ostatni wyścig jaki wygrałam. W drodze powrotnej kierowała Natasha. Jechała dosyć szybko, mówiłam jejżeby zwolniła, ale nie słuchała. W pewnej chwili nie wyrobiła na zakręcie i uderzyła czołowo w drzewo. Ona i Faith zginęły, a ja przeżyłam, bo siedziałam z tyłu.
– Przykro mi – powiedział Brian, oplatając mnie ramieniem.
– Po tamtym wydarzeniu mama odesłała mnie do ojca, do Miami. Byłam załamana stratą najbliższych mi osób. Nie chciałam nawet wsiąść do samochodu. Na szczęście poznałam tutaj Nikki, dzięki której wróciłam do normalności. Zrozumiałam, że wypadek, to nie była moja wina i nie mogłam nic zrobić. Tamto wydarzenie nauczyło mnie pokory i stałam się trochę rozsądniejsza. 
Poczułam ulgę, że otworzyłam się i opowiedziałam wszystko Brianowi. Do tej pory o tamtym wydarzeniu opowiedziałam jedynie Nikki.
– Jeśli nie chcesz się ścigać, to powiem Tejowi, żeby ci odpuścił – oznajmił blondyn, a mi zrobiło się jakoś ciepło na sercu, że się mną przejmuje.
Pokręciłam jednak głową.
– Nie, przestań – machnęłam ręką. – Z chęcią spróbuję. Kiedy Nikki zabrała mnie na wyścig poczułam się naprawdę jak w domu. To moja pasja i mimo, że odstawiłam ją na bok, to nigdy o niej nie zapomniałam. Po prostu nie mogę oglądać się wstecz, bo nigdy nie pójdę do przodu. 
– I tak trzymaj - Brian uśmiechnął się, po czym stanął przede mną zagradzając mi drogę. Chyba domyślałam się, co się święci, dlatego czekałam w milczeniu na jego kolejny krok. Musnął delikatnie dłonią mój policzek, po czym złapał mnie za kark i zdecydowanie przysunął do siebie wpijając się w moje usta... To było nieziemskie uczucie. Czułam się jakbym była zjarana, napadła mnie nagle jakaś dzika euforia. Powoli docierała do mnie rzeczywisctość, że właśnie CAŁUJE MNIE BRIAN O'CONNER...