sobota, 10 października 2015

Rozdział 4




Szczerzyłam się jak idiotka zastanawiając się co tu się do cholery dzieje. Roman, Brian, mój ojciec i raszpla. Nie no spoko. To się całkiem trzyma kupy! Przywitałam się w Romanem i Brianem, celowo pomijając pożal się boże Monicę. Mój ojciec zmierzył mnie oskarżycielskim wzrokiem mówiącym „Skąd ich znasz?!”.
– Ktoś mi powie o co chodzi? – zapytałam.
Pierwsza odezwała się wywłoka. Akurat nie ją pytałam, ale spoko.
– Jestem z FBI – wyjaśniła. – Pracujemy nad pewną sprawą i szukamy zaufanych ludzi do wykonania zadania. Potrzebujemy jeszcze informatyka. Osobiście wybrałabym kogoś z firmy, ale skoro Horatio poleca ciebie...
Ooo... te ostatnie zdanie dodała z wyraźną niechęcią, czyli przynajmniej wiem, że obie za sobą nie przepadamy. Brian i Roman w dalszym ciągu stali z głupimi minami.
– Nie no spoko – machnęłam ręką. – I tak od dzisiaj jestem bezrobotna – dodałam, śmiejąc się niezręcznie. Nikogo innego to nie rozśmieszyło.
Wzruszyłam ramionami i poszłam za resztą wycieczki do jakiejś sali. Posterunki policji zawsze wzbudzały we mnie niechęć, ale w tym czułam się inaczej. Można powiedzieć, że całkiem jak w domu, hehe.
Usiedliśmy na krzesłach i jakiś facet z FBI przedstawił nam sytuację. Nie był dla nas zbyt miły, szczególnie niechętnie spoglądał na Briana. Starałam się go słuchać uważnie, jednocześnie bawiąc się kosmykiem moich włosów. Stwierdziłam, że mam strasznie rozdwojone końcówki. Będę musiała poprosić Nikki, żeby mi trochę podcięła włosy. Gdzieś w połowie przestałam słuchać agenta, który prowadził monolog. Moja praca i tak nie była trudna ani skomplikowana. Miałam wkręcić się z Brianem i Romanem jako najemnicy u złego gościa i meldować im o każdym jego ruchu. Oni jako kierowcy, a ja jako informatyk. To nie brzmiało jak nic skomplikowanego. Zmieniłam zdanie, gdy wręczyli nam akta tego złoczyńcy. Spojrzałam na jego zdjęcie i stwierdziłam, że całkiem niezłe z niego ciacho. Trudno będzie mi się skupić, jeśli będę miała pracować dla tego ciacha.
 – Wszystko jasne? – zapytał na koniec, a my zgodnie pokiwaliśmy głowami.
Odetchnęłam z ulgą, gdy w końcu stamtąd wyszliśmy. Pod budynkiem MDPD dogonili mnie O’conner i Pearce. Zaproponowali oni żebyśmy poszli wspólnie na lunch. W sumie nie miałam nic innego do roboty, więc się zgodziłam.  Poza tym towarzystwa tych dwóch wariatów nigdy dość.
– Tak właściwie to co robiłaś na posterunku? – zapytał Brian, gdy siedzieliśmy w restauracji. Roman pokiwał głową i wbił we mnie wzrok
Wzruszyłam ramionami posyłając im niewinny uśmiech i zapakowałam sobie do buzi porcję frytek. W ten sposób zyskałam trochę czasu, a by wymyślić jakąś wymówkę, ale jak na złość nic nie chciało wpaść mi do głowy.
– Nic – odpowiedziałam krótko, a oni popatrzyli na mnie pobłażliwie. – No co? Mam znajomego na posterunku.
– A skąd znasz pana porucznika? – Roman drążył temat. Jeeezu... ci to są dopiero wścibscy. Jakoś nie mam zamiaru dzielić się z nimi informacją, że szanowny porucznik to mój ojciec. Co jak co, ale to zwykle odstrasza moich znajomych.
– A wy co robiliście na policji? – Ha! Sprawnie odbiłam pałeczkę.
Brian wyraźnie się zmieszał.
– Blondasek jest policjantem – oznajmił murzyn, sprzedając swojego kolegę, a ja roześmiałam się, bo byłam przekonana, że robi sobie ze mnie jaja.
Jednak widząc ich powagę również się uspokoiłam.
– Poważnie!? – krzyknęłam niedowierzając. Blondyn pokiwał tylko głową. – To dlatego ci policjanci cię wtedy puścili! – wskazałam na niego oskarżycielskim tonem.
Teraz już mi wszystko się rozjaśniło. W sumie to całkiem fajnie, że O’conner jest policjantem. Dużo gorzej byłoby gdyby był przestępcą. No bo w końcu za mundurem panny sznurem.
Po lunchu, chłopacy odprowadzili mnie do mojego Audi, które zostało pod posterunkiem. Pożegnałam się z nimi i wsiadłam do samochodu. Po drodze zadzwoniłam do Nikki i poprosiłam, żeby wpadła do mnie po południu i podcięła mi włosy. Fajna sprawa mieć przyjaciółkę fryzjerkę. Nie musiałam chodzić po żadnych salonach fryzjerskich jak chciałam zrobić sobie włosy.
Zaparkowałam na podjeździe i weszłam do domu. Zabrałam się za ogarnianie domu, w którym zdążyłam robić bałagan. Gdyby mój ojciec zobaczył ten syf, to chyba by padł na zawał. On jest strasznym pedantem i zawsze wszystko musi mieć poukładane. Gdy mieszkałam u niego w kółko suszył mi głowę o porządek.
Jak już skończyłam sprzątanie, stwierdziłam, że zrobię coś do jedzenia dla siebie i dla Nikki. Stwierdziłam, że zrewanżuję się w ten sposób za te wszystkie razy, kiedy to opróżniałam jej lodówkę z żywności.
Gdy moja przyjaciółka przyjechała usiadłam na krześle w łazience, a Nicole zajęła się moimi włosami. Korciło mnie, żeby opowiedzieć jej o dzisiejszym dniu, ale musiałam zachować dyskrecję. Chyba by padła trupem, gdyby dowiedziała się, że będę pracować dla FBI razem z Brianem i Romanem. Zanim jednak by zeszła, to zdążyła by rozgadać o tym połowie Miami. Nicole była wyjątkową gadułą i paplą. Czasami miałam ochotę ją udusić za to gołymi rękami.
– Jakie masz plany na dzisiejszy wieczór? – zapytała podekscytowana Nikki. Wiedziałam, że zadała to pytanie tylko, po to by pochwalić się tym, co ona ma zamiar dziś robić.
– Nie wiem, pewnie spędzę wieczór przed telewizorem – odpowiedziałam. – A ty?
– Idę na randkę! – pisnęła wesoło.
Udałam zaskoczoną, chociaż to nie była żadna nowość. Nikki co chwilę biegała na randki i za każdym razem deklarowała, że to „ten jedyny”. No cóż... na koniec i tak okazywało się, że to była pomyłka. Nie popierałam takiego szukania faceta na siłę, ale Nicole wiedziała swoje. Ja za to uważałam, że jeśli miłość rzeczywiście istnieje, to sama się znajdzie.
– Z kim? – zapytałam.
– Przyszedł wczoraj do naszego salonu podciąć włosy. Akurat padło na mnie żebym go obsłużyła, trochę porozmawialiśmy i na koniec zaprosił mnie na kolację! – wyznała przyjaciółka, szczerząc się. Wyglądała na kompletnie zauroczoną.
Gdy moje włosy zostały do ładu, Nikki pożegnała się ze mną i pojechała szykować się na randkę. Znając ją samo wybieranie odpowiednich ciuchów zajmie jej dobre parę godzin. Stałam przez wejściem do domu i machałam blondynce na pożegnanie, po czym wróciłam do domu.
Wieczorem rozwaliłam się na kanapie przed telewizorem, trzymając pod pachą paczkę chipsów. Włączyłam pierwszy lepszy film i rozpoczęłam degustację niezdrowego żarcia. Byłam już nieźle znudzona, kiedy zadzwoniła moja komórka. Zerwałam się z miejsca i poprzerzucałam wszystkie poduszki, szukając komórki. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym zobaczyłam nieznany numer. Odebrałam niepewnie.
– No hej! – usłyszałam rozbawiony męski głos należący do Romana.
– Cześć – przywitałam się wesoło.
– Masz może ochotę na piwo w doborowym towarzystwie? – zapytał nonszalancko.
Roześmiałam się słysząc tekst Pearce’a.
– Może i bym miała ochotę – stwierdziłam.
– W takim razie jesteśmy w garażu Teja – powiedział Rom.
– Okej, będę za piętnaście minut – powiedziałam, po czy rozłączyłam się.
Pobiegłam szybko się przebrać. Założyłam dżinsy, czarną bluzkę na ramiączkach, a na to skórkową kurtkę. Na nogi założyłam białe trampki.
Wsiadłam do audi i ruszyłam dynamicznie. Jechałam dość szybko, żeby zdążyć zanim upłynie umówiony kwadrans. Nie chciałam wyjść za spóźnialską. Przed warsztatem zaparkowałam na ręcznym. Chłopacy patrzyli z uśmiechami, jak wysiadałam z samochodu. Tej dodatkowo kiwał z uznaniem głową.
Przywitałam się z chłopakami i usiadłam na krześle.
– Mówiłem wam, że ona potrafi jeździć – stwierdził Brian, wskazując na mnie palcem. – To mi nie wierzyliście.
 – Ścigasz się? – zapytał się mnie Tej. Pokręciłam przecząco głową. – Powinnaś spróbować – stwierdził murzyn, patrząc na mnie dziwnie.
Nie wiem czemu, ale to jego afro mnie strasznie bawiło. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem za każdym razem gdy tylko na niego spojrzałam. Pomyślałam, że jeśli mam się zadawać z Tejem, to zdecydowanie musi on zmienić fryzurę.
Brian podał mi z przenośnej lodówki butelkę coli, ponieważ przyjechałam samochodem i odmówiłam picia alkoholu. Moja wątroba na pewno się z tego faktu ucieszyła. Po kilku wypitych piwach chłopacy byli już lekko wcięci, a jak wiadomo w takim stanie ludzie wpadają na pomysły, które wydają się być naprawdę wspaniałe. Tak stało się i tym razem. Roman stwierdził, że z chęcią pojechałby do Jungle Island, czyli popularnego parku zoologicznego w Miami. O dziwo cała reszta z chęcią mu przytaknęła i nikt, absolutnie nikt nie wpadł, że zoo może być o tej godzinie zamknięte! Nasza głupota dotarła do nas, dopiero wtedy, gdy staliśmy przez nieczynnym parkiem. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał kilka minut po północy.
– A może po prostu pojedziemy na Miami Beach? – zaproponowałam, gdyż znajdowaliśmy się niedaleko plaży, a jak wiadomo tam zawsze coś się dzieje.
Brian zgodził się ze mną. Roman i Tej, którzy byli napaleni za zwiedzanie zoo, pokiwali smutno głowami i wsiedli do mojego Audi. Zaparkowałam przy plaży i ruszyliśmy na imprezę. Oczywiście Rom nie odpuścił i koniec końców musiałam napić się razem z nimi. Obiecał mi, że następnego dnia, gdy już wytrzeźwieje, odstawi moje auto pod mój dom. Impreza była przednia, a alkohol lał się strumieniami. Gdy wlałam w siebie już sporą ilość drinków i shotów, pewnym krokiem ruszyłam na parkiet. To był ten stan upojenia alkoholowego, gdy czułam się najmądrzejsza, atrakcyjna i nawet zabawna. Stwierdziłam też, że na pewno jestem mistrzem tańca. Dołączył do mnie Roman, musiałam przyznać, że murzyn naprawdę potrafił się poruszać. Tej i Brian w tym czasie zarywali jakieś dziewczyny przy barze. Nawet się nie zorientowałam, gdy znaleźliśmy się na dachu jakiegoś wieżowca. Zaprosili nas tam znajomi Teja, których spotkaliśmy na plaży. Jeden z chłopaków powiedział, że mieszka niedaleko, a na dachu zrobił sobie miłą miejscówkę na imprezy. Nie mogliśmy odmówić takiemu zaproszeniu. Jeden z chłopaków włączył muzykę.
Pierwsze co, stanęłam przy murku i spojrzałam w dół. Po chwili darłam się z Romanem i machałam ludziom na ulicy. Dobrze, że nikt nie zadzwonił po policję. W pewnym momencie usłyszałam fajną piosenkę.
– Jestem Beyonce! – pisnęłam wesoło, próbując tańczyć jak owa piosenkarka. Cieszyłam się przy tym jak małe dziecko.
Brian zaczął się śmiać, ale kompletnie się tym nie przejęłam. Byłam sporo wcięta. Po chwili jednak poczułam, że zaczynam już trzeźwieć. Usiadłam koło O’connera i oparłam się o niego.
– Nie jestem Beyonce – stwierdziłam smętnie wydymając usta.
– Nooo... – Blondyn pokiwał głową, patrząc na mnie. – Jesteś od niej dużo ładniejsza i lepiej tańczysz – dodał tonem dżentelmena. Roześmiałam się i dałam mu całusa w policzek. A niech ma, za to, że jest taki kochany i miły! Zwlekłam się ze swojego miejsca, gdyż musiałam skorzystać z toalety. Po drodze zobaczyłam, że Tej zaliczył zgona i leży nieprzytomnie na leżaku.
Będąc w łazience zauważyłam leżącą na półce maszynkę do włosów. I w tym momencie wpadłam na genialny pomysł. Chwyciłam urządzenie i pognałam szybko do Briana i Romana. Siedzieli oni i rozmawiali na jakieś super ważne sprawy.
– Mam super pomysł! – Uwiesiłam się na szyi O’connera. Chłopacy przerwali rozmowę i spojrzeli na mnie. – Ogolimy Teja – oznajmiłam podnosząc rękę, w której trzymałam maszynkę.
Brian i Rom spojrzeli na siebie, a potem znowu na mnie, po czym pokiwali głowami. Pisnęłam wesoło i ruszyłam w stronę naszej ofiary. Kilkanaście minut później przyglądaliśmy się swojemu dziełu z dumą i zadowoleniem. Parker wyglądał w końcu jak człowiek, a nie zarośnięta małpa.
Usiedliśmy przy stole i chwyciliśmy swoje drinki.
– Za naszą ekipę! – Roman wzniósł toast, po czym opróżniliśmy szklanki do dna.
To był mój koniec imprezowania, gdyż w tym momencie mój film się urwał.
Obudziłam się następnego dnia. Uchyliłam lekko powieki patrząc w sufit, ale niemal natychmiast je zamknęłam, gdyż wydawało mi się, że ważą tonę. Leżałam tak z zamkniętymi oczami. Po chwili jednak zaczęła do mnie docierać rzeczywistość. A mianowicie nie byłam u siebie. Moje łóżko nie pachniało tak przyjemnie... męskimi perfumami. Zerwałam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam dookoła. Gdzie ja do cholery jestem?! W sekundę dopadły mnie czarne myśli, że może nieświadomie popełniłam jakąś głupotę. Ogarnęłam jednak, że mam na sobie swoje ubrania i jestem na jakiejś łódce.
 W tym momencie do środka wszedł Brian. Ubrany w dżinsy i we flanelową koszulę w niebieską kratę, która idealnie podkreślała jego niebieskie oczy. Na ten widok, poczułam w środku dziwne uczucie i to wcale nie były mdłości z powodu kaca.
Blondyn uśmiechnął się do mnie, a ja siedziałam jak zamurowana. Pewnie wyglądam strasznie, pomyślałam.
– Jak się czujesz? – zapytał.
– Dobrze – wyjąkałam. – Chyba za bardzo popłynęłam.
– No trochę – Brian zaśmiał się i pokiwał głową.
O’conner pozwolił mi się trochę doprowadzić do porządku. Czułam, że mój makijaż jest w opłakanym stanie i nie myliłam się. Spojrzałam w lustro z odrazą i zabrałam się za zmywanie resztek tuszu z moich oczu. Po kilkunastu minutach wyglądałam jako tako, więc wyszłam na zewnątrz. Brian, Roman i Tej przy stoliku na pomoście i jedli śniadanie. To dziwne, ale ostatni nie miał na głowie afro i miał nie zbyt zadowoloną minę. O kurwa! Ogoliliśmy Teja. Nie wiem, ale wczoraj ten pomysł wydawał mi się być nieco lepszy.
– Ooo, Tej, ściąłeś włosy? – zagadnęłam przyjaźnie, zabierając Romanowi z talerza kanapkę, którą dla siebie przygotował. Obaj czarnoskórzy spojrzeli na mnie morderczym wzrokiem.
– Ja ściąłem?! – wrzasnął wkurzony Parker.
Brian i Roman wybuchli śmiechem. Miałam wrażenie, że Parker zaraz zadźga mnie nożem którym smarował kanapkę. O’conner chwycił mnie za ramiona i ewakuował przed Tejem. Zaprowadził mnie do garażu, gdzie stał jego Nissan.
– Odwiozę cię do domu, Tej musi ochłonąć – stwierdził, uśmiechając się przeuroczo.
Pokiwałam lekko głową. Czułam się niezbyt dobrze, dlatego cała droga minęłam nam w ciszy. Brian zatrzymał się przed moim domem.
– Później z Romanem przyprowadzimy twój samochód z Miami Beach – oznajmił. – Klucze już wziąłem – dodał, widząc, że szukam ich w kieszeni mojej kurtki.
Spojrzałam na niego. Boże, jaką ja mam ochotę go pocałować...
 – Dzięki – uśmiechnęłam się i nachyliłam żeby pocałować go w policzek na pożegnanie. Wolałabym w usta, ale no cóż... Nie chcę wyjść na nachalną i napaloną laskę.
Brian uśmiechnął się przeuroczo, a ja czułam, że rumienię się jak małolata. Wyleciałam z samochodu blondyna jak strzała. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie, biorąc głęboki wdech i uśmiechając się jak wariatka...



6 komentarzy:

  1. Hahahahhahha Tej nie ma afro ! XD Cudowny rozdział jak zawsze ! Ohoho miłość , w powietrzu czuje miłość ! ;3
    Pozdrawia
    Zielono oka ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha xd w Miami jest za ciepło na afro! ;P Miłość?? Ja tam nic nie wiem. ;D
      Dzięki za komentarz i rownież pozdrawiam! :*

      Usuń
  2. hahaha, teraz się zastanawiam, jak ja to zrobiłam, że niechcący pominęłam ten rozdział i zostawiłam komentarz pod 3 zamiast tu, ech...;d haha

    OdpowiedzUsuń
  3. Blog o niecodziennej tematyce, powiem ci :)
    Odkryłam dopiero teraz, a jestem nowa w tej tematyce wiec wybacz. Masz bardzo ciekawy styl pisania, potrafisz zaciekawić czytelnika. Sara i Brian <3 shippuje ich mega *.* polubilam tez postac Romana, w dodatku na zdjęciu w "bohaterach" ma taki pocieszny uśmiech.
    Pozdrawiam x
    http://stripped-lukehemmingsff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Oky, najpierw chcę przeprosić za opóźnienie, ale czas goni i goni. :(
    A teraz do rozdziału..
    Czytało się go bardzo lekko, bardzo przyjemnie, cały czas coś się działo, choć opisów i przemyśleń było również dużo i miały sens. :)
    Ugh, coraz bardziej nie lubię Monici, choć właściwie jakoś bardzo mi nie zawiniła, to mnie wkurza tą swoją "wyższością". Pff.
    Hahah, rozwaliło mnie zachowanie pijanej Sary. :D I to było takie słoodkie, jak pocałowała go w policzek ♥
    Dobrze, że się na niego nie rzuciła, niech chłopak o nią powalczy ^^
    Jejku, biedny Tej, hahah. No ale, cóż, trzeba się pogodzić z nową fryzurą :D Życie, haha, choć lepiej dla Sary, żeby się nie spotkali sam na sam :D
    Tak w ogóle, Sara jest taka fajna, wyluzowana, szczera. Potrafi rozładować atmosferę i dobrze się bawić. A Monica taka nadęta.
    Nikki raczej nie polubiłam, głównie ze względu na to, że obchodzą ją tylko jej randki, ale może tylko tutaj odniosłam takie wrażenie, bo poprzednio nie miałam takiego problemu..hmm :)
    No i więcej Briana<333
    Całuję i życzę weny! ♥
    itisnotourloveaiff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, rozumiem Cię, bo sama jestem zabiegana. ;)
      Właśnie starałam się stworzy Sarę, jako taką zakręconą wariatkę (z pozytywnym sensie) i mam nadzieję, że mi się to udało. ;)
      Jeśli chodzi o Nikki, to jest trochę egoistką, ael w gruncie rzeczy to dobra dziewczyna.
      Ok, będzie więcej Briana. ;D
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam gorąco! ;*

      Usuń