sobota, 26 września 2015

Rozdział 3




Po imprezie obudziłam się o godzinie jedenastej. Wow, to i tak nieźle, bo zwykle po takich nocnych eskapadach potrafię spać nawet do piętnastej. Gdy tylko otworzyłam oczy, wzięłam do ręki telefon, który nawet nie wiem kiedy rozładował się. Po uruchomieniu, na wyświetlaczu wyskoczyło ponad 20 nieodebranych połączeń od Nikki. Nie chciałabym być niegrzeczna, ale olałam to i poszłam się ogarnąć. Ubrałam się w białą, luźną koszulę z długim rękawem i czarne rurki. Gdy robiłam sobie jedzenie myślałam o Brianie. Kurczę.. polubiłam go i myślę, że to początek przyjaźni. Nagle do mojego domu wparowała Nicole. Jak zwykle bez pukania no bo po co.
– Czy ty jesteś niepoważna?! Przepadasz nie wiadomo gdzie, a ja się zamartwiam i szukam wiatru w polu – wydarła się jak tylko mnie znalazła w kuchni. – Gdzie byłaś jak cię nie było?!
Kurczę, tak wkurzonej to jej chyba nie widziałam. Dobrze, że akurat robię jajecznicę, jak coś to obronię się patelnią. Zresztą zwykle to ja jej szukam na imprezach, bo Nikki ma taką manię, że jak się upije, to lata za chłopakami jak jakaś głupia i zawsze kończy się tak, że gubię ją gdzieś w tłumie i się martwię. Nic się nie stało, jak chociaż jeden raz to ona się przejmowała
– Chciałam już dzwonić na policję – wyznała, gdy już się nieco uspokoiła.
– Niepotrzebnie, byłam z Brianem – odpowiedziałam ze spokojem, mieszając na patelni.
– Jak to? – Przyjaciółka popatrzyła na mnie zdziwiona.
– Normalnie – wzruszyłam ramionami.
– Byłaś z Brianem?! Z TYM Brianem?! – Do blondynki dopiero dotarło, to co powiedziałam chwilę wcześnie. Uśmiechnęła się jakoś tak podejrzliwie. O nie… chyba wiem o czym ona myśli.
– Tak, pojechaliśmy na przejażdżkę i ROZMAWIALIŚMY. – zaakcentowałam ostatnie słowo, żeby to do niej dobrze dotarło. – W końcu nie jestem jakaś pierwsza lepsza – dodałam zgryźliwie patrząc na nią wymownie. Nikki była typem dziewczyny, która seks traktowała bardziej jako sport i formę rozrywki niż jakieś wzniosłe przeżycie łączące dwójkę ludzi.
Potem musiałam opowiedzieć całe moje spotkanie z blondynem. Przyjaciółka od razu zaczęła doradzać mi co mam robić żeby rozkochać w sobie faceta. Była specjalistką od manipulowania i owijania sobie facetów wokół palca.
Puściłam jej słowa mimo uszu, bo absolutnie nie miałam zamiaru z nikim flirtować ani nic z tych rzeczy. Nikki starała się mnie swatać za wszelką cenę, bo jak to ona mówiła: „Baba bez bolca dostaje pierdolca.” Taaa... czasami zastanawiam się czy na pewno wybrałam na przyjaciółkę odpowiednią osobę.

Później, pojechałam do mojego ojca. Gdy dotarłam do jego domu, Horatio akurat był zajętym przygotowywaniem obiadu. No, w końcu się spotkaliśmy. Ojciec zbyt mocno poświęca się pracy. Ciągle tylko zajmował się łapaniem przestępców. Gdyby mógł to siedziałby w pracy całą dobę. Zdecydowanie potrzebna mu kobieta. Tak, to jest to. Zajmę się tym, ale najpierw znajdę faceta dla siebie.
Swoją drogą nigdy nie mogłam wyrobić ze śmiechu widząc tatę jak coś pichci nad garnkami. Człowiek, który na co dzień ściga bandziorów, stojący w kuchni w fartuszku. To było naprawdę przezabawne, gdy mieszał albo kroił coś z tą swoją skupioną miną. Wygląda wtedy jakby chciał wsadzić te wszystkie marchewki czy coś do więzienia.
– Cześć tato! – przywitałam się, całując ojca w policzek.
– O cześć. Jak minął tydzień? – zapytał.
– Nic nowego. Wczoraj byłam z Nikki na imprezie i poznałam kilku fajnych ludzi – wyjaśniłam krótko.
– Mam nadzieję, że nie piłaś dużo i uważałaś na siebie. – Tata miał zamiar zacząć długie kazanie dlatego szybko mu przerwałam.
–  Taak, wiem. Jestem rozsądną dziewczyną i potrafię o siebie zadbać. W końcu jestem córką porucznika. – uśmiechnęłam się.

Całą niedzielę spędziłam wraz w moim staruszkiem. Poszliśmy razem do kościoła, a potem na obiad, a jeszcze później pojechaliśmy do stadniny za miasto. Mimo, że czasem kłócę się z ojcem i mamy rożne zdania w kilku sprawach, to lubię spędzać z nim czas, którego mamy dla siebie strasznie mało. Przypominają mi się wtedy czasy kiedy to byłam małą dziewczynką. Pamiętam jak jeździł ze mną do stadniny pojeździć na koniach, uczył mnie jeździć na rowerze czy też uczył pływać. W niedzielę, po kościele zabierał mnie na lody, albo do kina na bajki. A potem gdy miałam 7 lat rozstali się z mamą. Trochę pomieszkałyśmy w Nowym Jorku, a potem wyjechałyśmy do Dallas. Potem wróciłam z powrotem do ojca do Miami. Na początku było ciężko gdyż nasze relacje były mocno nadszarpnięte. Teraz jednak wszystko wróciło do normy.

***

Kilka dni później Nikki wyciągnęła mnie na zakupy. W tym jednym aspekcie byłam stuprocentową kobietą, gdyż lubiłam chodzić po sklepach. Nie ważne czy miałam zamiar kupić sobie nowe ubranie, czy sprężarkę do samochodu. Nabywanie nowych rzeczy sprawiało mi przyjemność. Chodziłyśmy po centrum handlowym wydając bezmyślnie kasę. Nicole znowu kupiła sobie szpilki, które są jej całkowicie niepotrzebne i jeszcze namówiła mnie na nową parę obuwia. W życiu nie spotkałam osoby, która miałaby takiego świra na punkcie butów jak ona. Miała całą szafę zawaloną butami, a przy okazji ja też. Po zakupach poszłyśmy na lody do parku.
– Patrz! –  krzyknęła nagle wskazując w jakimś kierunku , po czym szybko wciągnęła mnie za drzewo. Nie przyzwyczajona do tak gwałtownych ruchów wywinęłam orła na trawniku. Po pozbieraniu siebie i resztki godności spojrzałam w kierunku, w którym patrzała Nikki. Okazało się, że gapiła się na trójkę ludzi. Po bliższym przyjrzeniu się dostrzegłam, że byli to Brian, jego kumpel Rom i jakaś opalona szatynka.
– No i co? – zapytałam siląc się na obojętność. W głębi duszy byłam strasznie ciekawa kim jest ta kobieta, z którą rozmawiają chłopacy.
– Jak to co rozmawia z nią! I się uśmiecha do niej! – tłumaczyła gestykulując rękami, na co ja się tylko roześmiałam.
– Wiesz, Brian uśmiecha się do każdego, bo jest miły – powiedziałam pogodnie. – Daj spokój chłopak sobie rozmawia, a ty robisz aferę. Powinnyśmy podejść i się przywitać, a nie chować po krzakach jak idiotki – dodałam, wskazując na starszego pana, który zatrzymał się i przyglądał nam z zaciekawieniem. No tak, dwie dziewczyny robiące nie wiadomo co w krzakach.
– Chodź, podejdziemy bliżej podsłuchamy o czym rozmawiają. – zaproponowała moja przyjaciółka, ciągnąc mnie za sobą. Gdy byłyśmy już całkiem niedaleko, Nikki wpadła w pajęczynę. Wyleciała z piskiem na ścieżkę jak poparzona i zaczęłam się otrzepywać. Tym samym przyciągnęła wzrok trójki ludzi, których obserwowałyśmy od kilku minut.
– Szlag... – przeklęłam cicho, zaciskając pięści i wyszłam z kryjówki. – Cześć! – przywitałam się machając delikatnie ręką. – Nikki zgubiła psa i pomagam jej go szukać. – Wymyśliłam na poczekaniu wymówkę, żeby sobie nie pomyśleli, że ich śledzimy. Mimo, że seiro ich śledziłyśmy...
– Ale ja nie mam psa – stwierdziła Nikki, zdziwionym tonem.
– Kota. – Poparzyłam na moją przyjaciółkę wymownym spojrzeniem. – Szukamy kota.
Nicole chyba załapała aluzję, bo pokiwała twierdząco głową.
– A tak! Kota mam... ale zgubiłam – powiedziała z mega poważną miną.
Historia ze zwierzakiem chyba jednak nie przeszła, bo Roman trząsł się próbując powstrzymywać śmiech, Brian patrzył na nas z konsternacją, a  cwana raszpla, z którą rozmawiali spojrzała na mnie z wyższością, a ja niemal natychmiast poczułam się jak ostatnia kretynka.
Brian w końcu ogarnął i przedstawił nas znajomej. Okazało się, że to niejaka Monica Fuentes, znajoma chłopaków „z pracy”. Coś tu jednak nie grało... Myślałam, że Roman pracuje u Teja, więc jakim cudem Monica może być koleżanką Z PRACY. Przyjrzałam się jej dokładnie, była ubrana w elegancką garsonkę w jasnym kolorze. Obcisła spódnica za kolano opinała jej talię osy. Miała gęste włosy, które mimo lekkiego wiatru cały czas były perfekcyjnie ułożone. Napewno nie wyglądała na osobę, mającą coś wspólnego z mechaniką. Musiałam przyznać w myślach, że ta ich koleżanka była naprawdę idealna. Nie miałam nawet co się do niej porównywać. Doszłam do tego wniosku, gdy w domu stanęłam przed lustrem. Długie brązowe włosy, wśród których zawsze znajdzie się jakiś uparty kosmyk, który musi mnie irytować nie układając się tak, jak powinien. Do tego dochodziła przeciętna figura i małe cycki. Zresztą szpilki, spódnica i elegancka koszula zawsze wygrają z trampkami, koszulką i dżinsami, które zwykle noszę. Jedyne, czym mogłam się pocieszać to całkiem zgrabna pupa, długie nogi i w miarę dobry charakter. Prychnęłam do swojego odbicia w lustrze, po czym poszłam do kuchni przygotować sobie kalorycznego burgera. A co!

***

Ani się obejrzałam a nadszedł kolejny piątek. Wstałam o 6.30, żeby wyrobić się do pracy. Mimo, że z zawodu jestem informatykiem, to moim ogromnym hobby były samochody i mechanika, dlatego znajomy załatwił mi pracę w warsztacie samochodowym. Muszę się pochwalić, że jestem dobra w te klocki, czym zdobyłam uznanie naprawdę doświadczonych mechaników. Parę minut przed ósmą byłam na miejscu. Przed garażem stał mój szef i chyba na mnie czekał, co mnie zdziwiło, bo przecież się nie spóźniłam.
– Musimy porozmawiać – powiedział krótko i pokazał ręką żebym szła w kierunku gabinetu. Oj... to chyba niedobrze, ton jego głosu nie wróżył bynajmniej żadnej podwyżki. Gdy już weszliśmy do biura kazał mi usiąść.
– No więc.. nie będę owijał w bawełnę – zaczął. – Jesteś dobrą pracownicą, sumiennie wykonujesz obowiązki i nigdy nie było na ciebie skargi, ale nie ukończyłaś żadnej szkoły związanej z mechaniką. Mój siostrzeniec właśnie skończył studia i obiecałem mu tutaj etat, ale jeśli on ma tu pracować to ktoś musi odejść. – dokończył, a ja siedziałam ze zdziwioną miną.
– Ale przecież sam pan powiedział, że jestem dobra, więc dlaczego ja? Dlatego, że jestem dziewczyną? – prychnęłam.
– Przykro mi.  Tutaj masz dokumenty oraz list polecający dla przyszłego pracodawcy. – powiedział, podając mi plik kartek. Zabrałam je i wyszłam bez słowa. Poszłam pożegnać się z chłopakami, z którymi pracowałam do tej pory, po czym ruszyłam do mojego samochodu. Na dworze stał ten frajer, który odebrał mi pracę. Patrzył na mnie z wyższością.
– Jak chcesz to mogę ci załatwić robotę w klubie nocnym! – krzyknął w moją stronę, uśmiechając się cwaniacko. Totalny dupek. Od razu było widać, że typ człowieka, który nie lubi pracować i myśli, że wszystko załatwi po znajomości. Posłałam mu jedynie słodziutki uśmiech, pokazując jednocześnie środkowy palec.
Uruchomiłam silnik Audi i ruszyłam przed siebie. Jeździłam trochę bez celu po mieście nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. Po jakiejś godzinie pojechałam do MDPD, gdzie pracował tata i jego ekipa. W windzie spotkałam akurat Ryana. Znałam go, bo był jednym z podwładnych mojego ojca.
– Cześć Sara – uśmiechnął się przytrzymując drzwi od windy. Wskoczyłam szybko do środka. – Co tu robisz o tej porze?
– Przyszłam na kawkę – odpowiedziałam z sarkazmem. – Wyrzucili mnie z pracy – dodałam ciszej.
W sumie to nie wiem czemu przyjechałam tutaj. Córeczka chyba musiała poskrażyć się tatusiowi jaka niesprawiedliwość ją dzisiaj spotkała.
– Oj, tam nie przejmuj się! – powiedział wesoło Ryan.  – Jesteś młoda i zdolna, na pewno znajdziesz lepszą pracę.
W tym momencie winda zatrzymała się na czwartym piętrze. Wyszłam z niej po czym zaczęłam iść w stronę gabinetu ojca. Wyszłam zza rogu po czym szybko schowałam się za ścianą i wychyliłam się zza niej. Co mnie zdziwiło? Otóż, mój ojciec stał sobie i w najlepsze dyskutował z kim?! Z Brianem, Romem i wywłoką! To znaczy z Monicą. O mało nie dostałam zawału. Co oni tu robią?! Przebiegłam szybko i schowałam się ścianą, która była bliżej nich, żebym mogła podsłuchiwać. Byłam strasznie ciekawa o co chodzi.
– FBI przejmuje tą sprawę. – powiedziała stanowczo szatynka. FBI?!
– Dobrze, zgodzę się, ale chcę mieć wgląd do tej sprawy – powiedział Horatio.
– Niech będzie – zgodziła się. – Mamy już kierowców Briana i Roma mają doświadczenie, bo kiedyś już brali udział w podobnej sprawie, potrzebujemy jeszcze tylko dobrego informatyka.
– Znam kogoś, kto może wam pomóc – stwierdził mój ojciec.
Dobrego informatyka? Coś chyba mi się wydaje, że mówi o mnie.. Z tego wszystkiego trochę za bardzo się wychyliłam zza ściany.
– O wilku mowa. – powiedział tata i wszyscy spojrzeli w moją stronę. Patrzałam się w nich stronę zdziwiona, po czy wyszczerzyłam do nich ząbki. I w ten o to sposób ostałam przyłapana na podsłuchiwaniu po raz drugi. – Oto Sara Torres. Jest najlepszą informatyczką jaką znam.
Niezręcznie... Podeszłam do niech nieco speszona. Brian patrzył na mnie całkowicie osłupiały. Roman tak samo. Stali tak z rozdziawionymi buziami. Może gdybym nie była tak zestresowana, to roześmiałabym się na ten widok.
– No cześć – uśmiechnęłam się sztucznie.



7 komentarzy:

  1. Hahq Sara zazdrosna ? XD Nie ma to jal mała wtopa xd Czekam na nastepny ! ;3
    Pozdrawiam i życze weny
    Zielono oka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;* Na przypale albo wcale :D A kto by nie był zazadrosny o Briana. ^^

      Usuń
  2. Ojoj, tyle przypałów jednego dnia :)
    Haha, kota z psem każdy może pomylić! :D
    Już nie lubię tej całej Monici i jestem mega ciekawa, jaką sprawę ma przejąć FBI :o
    Rany, ale niesprawiedliwość, wywalili taką dobrą pracownicę dla jakiegoś snoba.
    Bardzo podoba mi się Twój styl pisania :)
    Zazdro o Briana? No no ;D
    No cóż, czekam na kolejną część :)
    Pozdrawiam, ściskam, życzę weny! :)
    isitnotourloveaiff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz ;*
      Też nie lubię Monici. xd (za to, żew filmie pocałowała Briana xd)
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Przepraszam ogromnie za spam, ale u mnie nowy rozdział, Twoje zdanie wiele dla mnie znaczy:)

      Usuń
  3. Połączenie Szybkich i wściekłych z Horatiem z CSI? Pierwszy raz trafiam na takiego bloga i muszę Ci powiedzieć, że ciekawy pomysł. :) Podoba mi się Twój styl pisania, taki lekki i momentami można się nieźle pośmiać.:)
    Od razu polubiłam Sarę. :) Taka szalona postać. W końcu córka porucznika powinna być grzeczna, a nie szaleć autem, hehe. :D Ale właśnie za to ją lubię, że jest taka rozbrykana. :D Szybko złapała kontakt z Brianem. ;d Ale chyba pochopnie zgodziła się wtedy z nim jechać, przecież nie znała go dobrze, mogło się to źle skończyć. :D I powinna poinformować przyjaciółkę, hehehe.. ;d Jestem ciekawa, jak potoczą się jej relacje z Brianem. ;d Oo i teraz jeszcze zostanie wtajemniczona w jakąś sprawę, no ładnie. ;d Szkoda tylko, że wyleciała z pracy. Ale może niedługo znajdzie coś nowego. Najbardziej rozbawił mnie moment, jak spotkały Briana i wyskoczyły z tekstem o szukaniu kota, hahah. ;d
    zapraszam też do siebie, jeśli będziesz miała ochotę:
    http://tchnienie-dusz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. ;* No cóż wpadłam na ten pomysł gdy miałam fazę na CSI Miami i bardzo się cieszę, że się spodobał. ;)
      No Brian ma to do siebie, że wzbudza w ludziach zaufanie. (ja też bym z nim pojechała) :D
      Napewno odwiedzę Twój blog. ;)

      Pozdrawiam! :)

      Usuń