sobota, 26 września 2015

Rozdział 3




Po imprezie obudziłam się o godzinie jedenastej. Wow, to i tak nieźle, bo zwykle po takich nocnych eskapadach potrafię spać nawet do piętnastej. Gdy tylko otworzyłam oczy, wzięłam do ręki telefon, który nawet nie wiem kiedy rozładował się. Po uruchomieniu, na wyświetlaczu wyskoczyło ponad 20 nieodebranych połączeń od Nikki. Nie chciałabym być niegrzeczna, ale olałam to i poszłam się ogarnąć. Ubrałam się w białą, luźną koszulę z długim rękawem i czarne rurki. Gdy robiłam sobie jedzenie myślałam o Brianie. Kurczę.. polubiłam go i myślę, że to początek przyjaźni. Nagle do mojego domu wparowała Nicole. Jak zwykle bez pukania no bo po co.
– Czy ty jesteś niepoważna?! Przepadasz nie wiadomo gdzie, a ja się zamartwiam i szukam wiatru w polu – wydarła się jak tylko mnie znalazła w kuchni. – Gdzie byłaś jak cię nie było?!
Kurczę, tak wkurzonej to jej chyba nie widziałam. Dobrze, że akurat robię jajecznicę, jak coś to obronię się patelnią. Zresztą zwykle to ja jej szukam na imprezach, bo Nikki ma taką manię, że jak się upije, to lata za chłopakami jak jakaś głupia i zawsze kończy się tak, że gubię ją gdzieś w tłumie i się martwię. Nic się nie stało, jak chociaż jeden raz to ona się przejmowała
– Chciałam już dzwonić na policję – wyznała, gdy już się nieco uspokoiła.
– Niepotrzebnie, byłam z Brianem – odpowiedziałam ze spokojem, mieszając na patelni.
– Jak to? – Przyjaciółka popatrzyła na mnie zdziwiona.
– Normalnie – wzruszyłam ramionami.
– Byłaś z Brianem?! Z TYM Brianem?! – Do blondynki dopiero dotarło, to co powiedziałam chwilę wcześnie. Uśmiechnęła się jakoś tak podejrzliwie. O nie… chyba wiem o czym ona myśli.
– Tak, pojechaliśmy na przejażdżkę i ROZMAWIALIŚMY. – zaakcentowałam ostatnie słowo, żeby to do niej dobrze dotarło. – W końcu nie jestem jakaś pierwsza lepsza – dodałam zgryźliwie patrząc na nią wymownie. Nikki była typem dziewczyny, która seks traktowała bardziej jako sport i formę rozrywki niż jakieś wzniosłe przeżycie łączące dwójkę ludzi.
Potem musiałam opowiedzieć całe moje spotkanie z blondynem. Przyjaciółka od razu zaczęła doradzać mi co mam robić żeby rozkochać w sobie faceta. Była specjalistką od manipulowania i owijania sobie facetów wokół palca.
Puściłam jej słowa mimo uszu, bo absolutnie nie miałam zamiaru z nikim flirtować ani nic z tych rzeczy. Nikki starała się mnie swatać za wszelką cenę, bo jak to ona mówiła: „Baba bez bolca dostaje pierdolca.” Taaa... czasami zastanawiam się czy na pewno wybrałam na przyjaciółkę odpowiednią osobę.

Później, pojechałam do mojego ojca. Gdy dotarłam do jego domu, Horatio akurat był zajętym przygotowywaniem obiadu. No, w końcu się spotkaliśmy. Ojciec zbyt mocno poświęca się pracy. Ciągle tylko zajmował się łapaniem przestępców. Gdyby mógł to siedziałby w pracy całą dobę. Zdecydowanie potrzebna mu kobieta. Tak, to jest to. Zajmę się tym, ale najpierw znajdę faceta dla siebie.
Swoją drogą nigdy nie mogłam wyrobić ze śmiechu widząc tatę jak coś pichci nad garnkami. Człowiek, który na co dzień ściga bandziorów, stojący w kuchni w fartuszku. To było naprawdę przezabawne, gdy mieszał albo kroił coś z tą swoją skupioną miną. Wygląda wtedy jakby chciał wsadzić te wszystkie marchewki czy coś do więzienia.
– Cześć tato! – przywitałam się, całując ojca w policzek.
– O cześć. Jak minął tydzień? – zapytał.
– Nic nowego. Wczoraj byłam z Nikki na imprezie i poznałam kilku fajnych ludzi – wyjaśniłam krótko.
– Mam nadzieję, że nie piłaś dużo i uważałaś na siebie. – Tata miał zamiar zacząć długie kazanie dlatego szybko mu przerwałam.
–  Taak, wiem. Jestem rozsądną dziewczyną i potrafię o siebie zadbać. W końcu jestem córką porucznika. – uśmiechnęłam się.

Całą niedzielę spędziłam wraz w moim staruszkiem. Poszliśmy razem do kościoła, a potem na obiad, a jeszcze później pojechaliśmy do stadniny za miasto. Mimo, że czasem kłócę się z ojcem i mamy rożne zdania w kilku sprawach, to lubię spędzać z nim czas, którego mamy dla siebie strasznie mało. Przypominają mi się wtedy czasy kiedy to byłam małą dziewczynką. Pamiętam jak jeździł ze mną do stadniny pojeździć na koniach, uczył mnie jeździć na rowerze czy też uczył pływać. W niedzielę, po kościele zabierał mnie na lody, albo do kina na bajki. A potem gdy miałam 7 lat rozstali się z mamą. Trochę pomieszkałyśmy w Nowym Jorku, a potem wyjechałyśmy do Dallas. Potem wróciłam z powrotem do ojca do Miami. Na początku było ciężko gdyż nasze relacje były mocno nadszarpnięte. Teraz jednak wszystko wróciło do normy.

***

Kilka dni później Nikki wyciągnęła mnie na zakupy. W tym jednym aspekcie byłam stuprocentową kobietą, gdyż lubiłam chodzić po sklepach. Nie ważne czy miałam zamiar kupić sobie nowe ubranie, czy sprężarkę do samochodu. Nabywanie nowych rzeczy sprawiało mi przyjemność. Chodziłyśmy po centrum handlowym wydając bezmyślnie kasę. Nicole znowu kupiła sobie szpilki, które są jej całkowicie niepotrzebne i jeszcze namówiła mnie na nową parę obuwia. W życiu nie spotkałam osoby, która miałaby takiego świra na punkcie butów jak ona. Miała całą szafę zawaloną butami, a przy okazji ja też. Po zakupach poszłyśmy na lody do parku.
– Patrz! –  krzyknęła nagle wskazując w jakimś kierunku , po czym szybko wciągnęła mnie za drzewo. Nie przyzwyczajona do tak gwałtownych ruchów wywinęłam orła na trawniku. Po pozbieraniu siebie i resztki godności spojrzałam w kierunku, w którym patrzała Nikki. Okazało się, że gapiła się na trójkę ludzi. Po bliższym przyjrzeniu się dostrzegłam, że byli to Brian, jego kumpel Rom i jakaś opalona szatynka.
– No i co? – zapytałam siląc się na obojętność. W głębi duszy byłam strasznie ciekawa kim jest ta kobieta, z którą rozmawiają chłopacy.
– Jak to co rozmawia z nią! I się uśmiecha do niej! – tłumaczyła gestykulując rękami, na co ja się tylko roześmiałam.
– Wiesz, Brian uśmiecha się do każdego, bo jest miły – powiedziałam pogodnie. – Daj spokój chłopak sobie rozmawia, a ty robisz aferę. Powinnyśmy podejść i się przywitać, a nie chować po krzakach jak idiotki – dodałam, wskazując na starszego pana, który zatrzymał się i przyglądał nam z zaciekawieniem. No tak, dwie dziewczyny robiące nie wiadomo co w krzakach.
– Chodź, podejdziemy bliżej podsłuchamy o czym rozmawiają. – zaproponowała moja przyjaciółka, ciągnąc mnie za sobą. Gdy byłyśmy już całkiem niedaleko, Nikki wpadła w pajęczynę. Wyleciała z piskiem na ścieżkę jak poparzona i zaczęłam się otrzepywać. Tym samym przyciągnęła wzrok trójki ludzi, których obserwowałyśmy od kilku minut.
– Szlag... – przeklęłam cicho, zaciskając pięści i wyszłam z kryjówki. – Cześć! – przywitałam się machając delikatnie ręką. – Nikki zgubiła psa i pomagam jej go szukać. – Wymyśliłam na poczekaniu wymówkę, żeby sobie nie pomyśleli, że ich śledzimy. Mimo, że seiro ich śledziłyśmy...
– Ale ja nie mam psa – stwierdziła Nikki, zdziwionym tonem.
– Kota. – Poparzyłam na moją przyjaciółkę wymownym spojrzeniem. – Szukamy kota.
Nicole chyba załapała aluzję, bo pokiwała twierdząco głową.
– A tak! Kota mam... ale zgubiłam – powiedziała z mega poważną miną.
Historia ze zwierzakiem chyba jednak nie przeszła, bo Roman trząsł się próbując powstrzymywać śmiech, Brian patrzył na nas z konsternacją, a  cwana raszpla, z którą rozmawiali spojrzała na mnie z wyższością, a ja niemal natychmiast poczułam się jak ostatnia kretynka.
Brian w końcu ogarnął i przedstawił nas znajomej. Okazało się, że to niejaka Monica Fuentes, znajoma chłopaków „z pracy”. Coś tu jednak nie grało... Myślałam, że Roman pracuje u Teja, więc jakim cudem Monica może być koleżanką Z PRACY. Przyjrzałam się jej dokładnie, była ubrana w elegancką garsonkę w jasnym kolorze. Obcisła spódnica za kolano opinała jej talię osy. Miała gęste włosy, które mimo lekkiego wiatru cały czas były perfekcyjnie ułożone. Napewno nie wyglądała na osobę, mającą coś wspólnego z mechaniką. Musiałam przyznać w myślach, że ta ich koleżanka była naprawdę idealna. Nie miałam nawet co się do niej porównywać. Doszłam do tego wniosku, gdy w domu stanęłam przed lustrem. Długie brązowe włosy, wśród których zawsze znajdzie się jakiś uparty kosmyk, który musi mnie irytować nie układając się tak, jak powinien. Do tego dochodziła przeciętna figura i małe cycki. Zresztą szpilki, spódnica i elegancka koszula zawsze wygrają z trampkami, koszulką i dżinsami, które zwykle noszę. Jedyne, czym mogłam się pocieszać to całkiem zgrabna pupa, długie nogi i w miarę dobry charakter. Prychnęłam do swojego odbicia w lustrze, po czym poszłam do kuchni przygotować sobie kalorycznego burgera. A co!

***

Ani się obejrzałam a nadszedł kolejny piątek. Wstałam o 6.30, żeby wyrobić się do pracy. Mimo, że z zawodu jestem informatykiem, to moim ogromnym hobby były samochody i mechanika, dlatego znajomy załatwił mi pracę w warsztacie samochodowym. Muszę się pochwalić, że jestem dobra w te klocki, czym zdobyłam uznanie naprawdę doświadczonych mechaników. Parę minut przed ósmą byłam na miejscu. Przed garażem stał mój szef i chyba na mnie czekał, co mnie zdziwiło, bo przecież się nie spóźniłam.
– Musimy porozmawiać – powiedział krótko i pokazał ręką żebym szła w kierunku gabinetu. Oj... to chyba niedobrze, ton jego głosu nie wróżył bynajmniej żadnej podwyżki. Gdy już weszliśmy do biura kazał mi usiąść.
– No więc.. nie będę owijał w bawełnę – zaczął. – Jesteś dobrą pracownicą, sumiennie wykonujesz obowiązki i nigdy nie było na ciebie skargi, ale nie ukończyłaś żadnej szkoły związanej z mechaniką. Mój siostrzeniec właśnie skończył studia i obiecałem mu tutaj etat, ale jeśli on ma tu pracować to ktoś musi odejść. – dokończył, a ja siedziałam ze zdziwioną miną.
– Ale przecież sam pan powiedział, że jestem dobra, więc dlaczego ja? Dlatego, że jestem dziewczyną? – prychnęłam.
– Przykro mi.  Tutaj masz dokumenty oraz list polecający dla przyszłego pracodawcy. – powiedział, podając mi plik kartek. Zabrałam je i wyszłam bez słowa. Poszłam pożegnać się z chłopakami, z którymi pracowałam do tej pory, po czym ruszyłam do mojego samochodu. Na dworze stał ten frajer, który odebrał mi pracę. Patrzył na mnie z wyższością.
– Jak chcesz to mogę ci załatwić robotę w klubie nocnym! – krzyknął w moją stronę, uśmiechając się cwaniacko. Totalny dupek. Od razu było widać, że typ człowieka, który nie lubi pracować i myśli, że wszystko załatwi po znajomości. Posłałam mu jedynie słodziutki uśmiech, pokazując jednocześnie środkowy palec.
Uruchomiłam silnik Audi i ruszyłam przed siebie. Jeździłam trochę bez celu po mieście nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. Po jakiejś godzinie pojechałam do MDPD, gdzie pracował tata i jego ekipa. W windzie spotkałam akurat Ryana. Znałam go, bo był jednym z podwładnych mojego ojca.
– Cześć Sara – uśmiechnął się przytrzymując drzwi od windy. Wskoczyłam szybko do środka. – Co tu robisz o tej porze?
– Przyszłam na kawkę – odpowiedziałam z sarkazmem. – Wyrzucili mnie z pracy – dodałam ciszej.
W sumie to nie wiem czemu przyjechałam tutaj. Córeczka chyba musiała poskrażyć się tatusiowi jaka niesprawiedliwość ją dzisiaj spotkała.
– Oj, tam nie przejmuj się! – powiedział wesoło Ryan.  – Jesteś młoda i zdolna, na pewno znajdziesz lepszą pracę.
W tym momencie winda zatrzymała się na czwartym piętrze. Wyszłam z niej po czym zaczęłam iść w stronę gabinetu ojca. Wyszłam zza rogu po czym szybko schowałam się za ścianą i wychyliłam się zza niej. Co mnie zdziwiło? Otóż, mój ojciec stał sobie i w najlepsze dyskutował z kim?! Z Brianem, Romem i wywłoką! To znaczy z Monicą. O mało nie dostałam zawału. Co oni tu robią?! Przebiegłam szybko i schowałam się ścianą, która była bliżej nich, żebym mogła podsłuchiwać. Byłam strasznie ciekawa o co chodzi.
– FBI przejmuje tą sprawę. – powiedziała stanowczo szatynka. FBI?!
– Dobrze, zgodzę się, ale chcę mieć wgląd do tej sprawy – powiedział Horatio.
– Niech będzie – zgodziła się. – Mamy już kierowców Briana i Roma mają doświadczenie, bo kiedyś już brali udział w podobnej sprawie, potrzebujemy jeszcze tylko dobrego informatyka.
– Znam kogoś, kto może wam pomóc – stwierdził mój ojciec.
Dobrego informatyka? Coś chyba mi się wydaje, że mówi o mnie.. Z tego wszystkiego trochę za bardzo się wychyliłam zza ściany.
– O wilku mowa. – powiedział tata i wszyscy spojrzeli w moją stronę. Patrzałam się w nich stronę zdziwiona, po czy wyszczerzyłam do nich ząbki. I w ten o to sposób ostałam przyłapana na podsłuchiwaniu po raz drugi. – Oto Sara Torres. Jest najlepszą informatyczką jaką znam.
Niezręcznie... Podeszłam do niech nieco speszona. Brian patrzył na mnie całkowicie osłupiały. Roman tak samo. Stali tak z rozdziawionymi buziami. Może gdybym nie była tak zestresowana, to roześmiałabym się na ten widok.
– No cześć – uśmiechnęłam się sztucznie.



sobota, 19 września 2015

Rozdział 2


[Sara]

Wystartowali! Nie wiem dokładnie jak przebiegał wyścig, ale Brian dojechał jako pierwszy! Aż miło było patrzeć jak na ostatniej prostej wyprzedza czerwoną Hondę S2000. Blondyn wysiadł z samochodu, przybił żółwika z Tejem, po czym odebrał od niego należną nagrodę. Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się szczerząc zęby.
– Gratuluję! – krzyknęłam starając się przekrzyczeć tłum.  – Chociaż, w sumie to wygrałeś dzięki temu, że trzymałam dobrze kciuki – dopowiedziałam już śmielej.
– W takim razie w ramach podziękowania zabieramy cię na after party! – powiedział chwytając mnie  w pasie i prowadząc do jego samochodu. Czułam się trochę niezręcznie. W końcu nie zawsze zdarza się, żeby dotykało cię TAKIE ciacho! No nie?
– After? Ale ja jeszcze nie byłam na before! – próbowałam się wykręcić, w sumie nawet nie wiem czemu.
Nawet nie zorientowałam się kiedy siedziałam już w Nissanie. Dosiadł się jeszcze do nas Roman, kolega Briana, którego poznałam podczas, gdy Brian brał udział w wyścigu. Nawet nie pomyślałam o tym, że gdzieś w tłumie zgubiłam Nikki.
Na imprezę pojechaliśmy jak się okazało nad zatokę gdzie znajdował się garaż Teja. Był naprawdę wypasiony! Murzyn miał tutaj najnowocześniejszy sprzęt. Warsztat w którym pracowałam nawet się nie umywał do tego, co widziałam tutaj. Obejrzałam podnośniki do samochodów i pomyślałam, że chciałabym pracować w takich warunkach. Mój szef uważał, że do naprawy wozów luksusy nie są potrzebne, dlatego zamiast podnośników do aut mieliśmy kanały. Jeden z pracowników kiedyś nieźle się potłukł, wpadając do jednego z nich.
Za garażem znajdował się pomost oraz barki, gdzie można było przenocować. Przy okazji dowiedziałam się, że w jednej z nich mieszka Brian. Kurczę, trochę mnie to zdziwiło. Blondyn nie wyglądał na chłopaka, który pomieszkuje gdzieś kątem. W końcu, z tego co dowiedziałam się na wyścigu, całkiem nieźle zarabiał na wyścigach. Ciekawe na co wydaje te pieniądze...
Usiadłam na samym brzegu pomostu i w ulgą ściągnęłam moje buty, które zaczęły mnie już trochę uwierać. Zwykle nosiłam trampki. Obserwowałam imprezę z boku. Było tu dość sporo ludzi, których nie znałam. Nikki już wywijała z jakimiś dziewczynami, do jakiejś durnowatej piosenki. Odwróciłam się i zaczęłam podziwiać zatokę, która nocą wyglądała naprawdę niesamowicie. Jeszcze parę lat temu nie zwróciłabym na to uwagi, ale teraz było inaczej. Byłam starsza, nieco rozsądniejsza i mądrzejsza, a nawet wrażliwsza. To chyba przez to, co przeżyłam. Nauczyłam się doceniać drobne sprawy, bo zdawałam sobie sprawę, że wszystko szybko przemija, a ludzie nie są nieśmiertelni.
Gdy tak siedziałam na pomoście zobaczyłam jak Brian podchodzi do mnie z dwoma piwami.
– Proszę – podał mi jedną butelkę i usiadł obok mnie.
– Dzięki. Fajnie tutaj – spojrzałam na niego i rozpłynęłam się, przyglądając jego profilowi. Ogarnęłam się i dodałam: – Garaż Teja robi wrażenie i znajduje się w naprawdę przyjemnym miejscu.
– Wiem, dlatego powiem nieskromnie, że spotkasz tutaj najlepszych ludzi w Miami, prawdziwych pasjonatów motoryzacji – odpowiedział, na co ja się roześmiałam i łyknęłam chyba pół butelki piwa za jednym razem. Chciałam w ten sposób odgonić od siebie smutne myśli, które napłynęły do mojej głowy, gdy siedziałam sama. Nawet pomogło. Troszkę zakręciło mi się w głowie, ale starałam się nie robić siary i trzymać pion chociaż na siedząco.
–  A weź mi powiedz coś o sobie, bo ja cię w sumie w ogóle nie znam. Od kiedy jeździsz, że jeździsz jak jeździsz? – zagadałam, jak już trochę ogarnęłam. Skleiłam to beznadziejne zdanie, tym samym robiąc z siebie ostatnią kretynkę. Blondyn roześmiał się. – Tak wiem, to zabrzmiało beznadziejnie, nie śmiej się!
–  Dobra, ważne że zrozumiałem o co ci chodzi. Jeżdżę odkąd skończyłem 13 lat. Czasem kradłem tacie jego Mustanga z garażu i trenowałem po pustych drogach. Ogólnie to od dziecka miałem smykałkę do wozów. Gdy podrosłem rozrabiałem razem z Romanem, siedzieliśmy nawet w poprawczaku za kradzież samochodu.
– Wow. Pierwszy samochód, którym ja jechałam to traktor. Miałam wtedy 16 lat i pojechałam na wieś na wakacje. Wujek założył się ze mną, że nie będę potrafiła odpalić silnika. No cóż.. odpaliłam, ale moja przejażdżka zakończyła się w stawie – wyznałam.
Blondyn opowiedział mi jeszcze trochę o sobie. Opowiedział mi o swoim mentorze, niejakim Dominicu Toretto, który wprowadził go w tajniki jazdy i nielegalnych wyścigów. Miałam jednak wrażenie, że w tej kwestii nie powiedział mi wszystkiego, ale głupio było mi zapytać o coś więcej. Dowiedziałam się też wiele o Teju i Romanie, którzy byli jego najlepszymi kumplami. W pewnym momencie Brian wstał i wyciągnął w moją stronę rękę.
–  Chodź, przejedziemy się – powiedział do mnie Brian.
– Mogę ci ufać? – zapytałam niepewnie.
O’conner pokiwał tylko głową, a ja mu uwierzyłam. Nie chciałam wylądować na tylnym siedzeniu samochodu jakiegoś pierwszego lepszego gościa. Brian jednak nie próbował nachalnie mnie podrywać i wzbudzał zaufanie. W sumie to znałam go zaledwie kilka godzin, a jak wiadomo nie powinno się wsiadać do samochodu w obcymi ludźmi. Zresztą miałam okazję przekonać się o tym na własnej skórze.
– O nic się nie martw – uśmiechnął się miło. – Wsiadaj – otworzył mi drzwi od strony pasażera. Gdy już miałam wsiadać spojrzałam na niego nieśmiało i zagadnęłam:
–  Brian..
– Tak?
– A czy mogłabym ja kierować? – mój uśmiech połączony z proszącą minką musiał zadziałać!
– Okej – stwierdził, a mi opadła kopara. Jeśli mam być szczera, to nie spodziewałam się za bardzo takiej odpowiedzi. Zwykle, gdy zadawałam pytanie czy mogę kierować, padały  odpowiedzi typu „Pogięło cię?”, „Przecież, jeździsz jak wariatka!”.
Pisnęłam wesoło i pognałam na drugą stronę samochodu i zatopiłam się w sportowym fotelu na miejscu kierowcy.
Ruszyłam w piskiem opon i rozpędziłam samochód do 90km/h. Więcej nie dało rady, gdyż ulice w mieście są zbyt krótkie by móc rozbujać się do prędkości maksymalnej. Chciałam się trochę popisać przed blondynem, żeby nie myślał, że skoro jestem dziewczyną, to nie potrafię jeździć. Gdy dotarliśmy do jednego z większych skrzyżowań, skręciłam w lewo. Pisnęłam wesoło, wprowadzając Nissana w kontrolowany poślizg. Jak ja kocham tylni napęd! Brian chwycił się deski rozdzielczej, żeby nie wypaść z fotela, a ja roześmiałam się wesoło. Taka jazda samochodem dla fana motoryzacji jest niczym dobry seks. Dojechaliśmy do Miami Beach, gdzie się zatrzymaliśmy. Wyszliśmy z Nissana i usiedliśmy na masce.
–  No to teraz kolej żebyś ty powiedziała coś o sobie – stwierdził Brian, rozkładając się wygodnie na masce.
– Nie mam dużo powiedzenia w tym temacie – zaśmiałam się – No to jestem w połowie meksykanką, gdyż stamtąd pochodzi moja mama, ale mój ojciec jest za to rodowitym Amerykaninem. Moi rodzice rozwiedli się jak byłam mała i zamieszkałam z matką w Dallas, ale jak skończyłam 16 to wróciłam do ojca, bo mama stwierdziła, że nie daje sobie ze mną rady.
– Nie dawała rady? Widzę, że niegrzeczna z ciebie dziewczyna - uśmiechnął się blondyn.
– Weź nic nie mów – pokręciłam głową z zażenowaniem. Naprawdę najchętniej to bym zapomniała o tamtym okresie mojego życia. Byłam po prostu głupim i nieodpowiedzialnym dzieciakiem. – Jest mi wstyd jak pomyślę sobie co odwalałam w tamtym czasie. Mój ojczym miał rację, że wyjebał mnie z domu na zbity pysk. Dziękuje Bogu, że wróciłam po rozum do głowy.
Brian wydawał się być szczerze zainteresowany i próbował mnie o to podpytać ale byłam nieugięta. Nie chciałam psuć dobrego wrażenia o mnie. O’conner w końcu się poddał i westchnął:
– Będziesz mi musiała kiedyś o tym opowiedzieć.
Pokiwałam twierdząco głowa, że kiedyś mu powiem o wszystkim.
Pogadaliśmy jeszcze trochę. Rozmawiało mi się z nim naprawdę dobrze. Na początku myślałam, że skoro bierze udział w wyścigach, to będzie cwaniaczkiem jak większość chłopaków, ale jak widać pierwsze wrażenie było mylne.
***
Nadszedł czas na powrót, w końcu była już prawie 3 nad ranem, spojrzałam na telefon i.. O CHOLERA! Całkowicie zapomniałam o Nicole, pewnie się biedna zamartwiała, a ja jeżdżę z blondynkiem po mieście. Dodałam nieco gazu, żeby wrócić po przyjaciółkę. No ale oczywiście wieczór nie mógł być tak piękny, bo w lusterkach zobaczyłam tylko migające niebieskie światło. A niebieskie migające światło NIGDY nie oznacza niczego dobrego. Nie chciałam wyjść na histeryczkę, ale mimowolnie zaczęłam lekko panikować.
–  Brian..jedzie za nami policja?! Ja nie chce iść do więzienia! – krzyknęłam przestraszona, patrząc w lusterko. Nie uśmiechało mi się spotkanie z panami mundurowym. Zaraz dowiedziałby się o tym mój ojciec, poza tym uświadomiłam sobie, że wcześniej wypiłam trochę piwa. Czy alkohol zdążył już wyparować?! Zatrzymałam samochód i patrzyłam na policjanta idącego w naszą stronę.
– Spokojnie, nie panikuj. Załatwię to – powiedział i wyszedł z samochodu, żeby gadać z funkcjonariuszami. Wsiadł razem z nimi do radiowozu, a ja w tym czasie zaczęłam odmawiać zdrowaśki, modląc się o jakiś cud. Odkąd wyjechałam z Dallas i  zamieszkałam z ojcem moja kartoteka była czysta jak łza. No dobra... może była prawie czysta jak łza. Miałam kilka mandatów za nadmierną prędkość, ale dzisiejsza jazda nie była wykroczeniem ale totalnym wariactwem! Teraz byłam dorosłą kobietą i wiedziałam, że jako córka porucznika muszę dbać o swoją reputację. Nie chciałam żeby tata się dowiedział, bo będzie mi prawił morały.
Po kilku minutach Brian wrócił do samochodu, co bardzo mnie zdziwiło.. ale jak to!? Przecież policja nie puszcza ludzi o tak, nie? Zawsze, ale to ZAWSZE kontrolują dokumenty i chociażby trzeźwość kierowcy, a tu nawet nie podeszli.
– Ej, dlaczego oni nas puścili? – zapytałam rozdziawiając buzię i mrużąc oczy. Moja mina jak zwykle musiała wyglądać dziwnie i głupio.
–  Bo potrafię załatwiać takie sprawy – rzekł krótko i na tym rozmowa się skończyła. Jednak po kilku minutach ciszy blondyn dodał: – Można powiedzieć, że mam znajomości w policji.
Taa... serio? Ja też. Gdyby dowiedział się, że mój ojciec jest porucznikiem to chyba by zgubił majty.

Nie miałam siły już wracać na imprezę po Nikki, dlatego zamieniłam się miejscami z O’connerem i kazałam mu odwieźć się do domu. Po powrocie padłam zmęczona na łóżku i natychmiastowo zasnęłam.

wtorek, 15 września 2015

Rozdział 1




[Sara]

Miami – miasto, które nigdy nie śpi. Co wieczór ulice zapełnione są setkami młodych ludzi szukających dobrej zabawy. Szczerze mówiąc, to zazwyczaj jestem wśród nich. Jednak dzisiejszego wieczoru nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Zaraz po powrocie z pracy poszłam pod prysznic. Oparłam się czołem o kafelki i stałam tak bez siły, ale po chwili się ogarnęłam. Miałam dość wszystkiego na dzisiaj, w warsztacie siedziałam prawie do 19, bo wszystkie samochody w okolicy musiały się popsuć akurat w piątek. Po odświeżeniu się dresowe spodnie oraz moją ulubioną koszulkę z wizerunkiem Eminema, a zaraz potem leżałam wygodnie na łóżku, rozkoszując się moim ulubionym serialem i paczką chipsów. Nie nacieszyłam się spokojem zbyt długo, gdyż do mojego pokoju ni z tego ni z owego wparowała Nikki.
– Cześć Sara! – krzyknęła w progu szczerząc się tymi swoimi bielutkimi zębami, o mało co nie doprowadzając mnie do zawału, po czym dosłownie podskoczyła do mojej szafy i zaczęła wyrzucać z niej moje wszystkie ciuchy.
– Można wiedzieć co ty co cholery robisz?! – zapytałam, nawet się z nią nie witając. Spojrzałam na nią spod byka. Człowiek przychodzi zmęczony po kilkunastu godzinach pracy, chce odpocząć chodź chwilę, ALE NIE. Naprawdę kochałam moją przyjaciółkę, ale czasami miałam jej dość.
– Zbieraj to swoje tłuste dupsko! – rozkazała tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Zabieram cię na imprezę, ubierz to – dodała, wciskając mi lumpy w ręce i posyłając mnie kopniakiem do łazienki.
– Daj mi spokój, nigdzie nie idę – zaprotestowałam w sumie na marne.
– Czy tobie sufit na łeb nie spadł? Zawsze nie masz ochoty jak ja chce gdzie wyjść! A tak w ogóle to chyba zdajesz sobie sprawę, że i tak ci nie odpuszczę i pójdziesz ze mną czy ci się to podoba czy nie. – Blondynka oznajmiła żywo gestykulując. Jak tak macha swoimi łapskami zawsze odnoszę wrażenie, że cierpi na zespół Tourette’a. Wiedziałam, że jest uparta i będzie mi truła cały wieczór. To jest Nicole. Tego nie ogarniesz.
– Dobra, pójdę – westchnęłam, podnosząc ręce na znak poddania się.
– Wiedziałam, że cię wyciągnę – uśmiechnęła się. – Zobaczysz, że jeszcze mi kiedyś podziękujesz za to, że właśnie dziś wyciągnęłam cię z domu.
Nikki natychmiast wzięła mnie w obroty. Po niecałych dwóch kwadransach byłam gotowa do wyjścia. Nie stroiłam się za bardzo. Założyłam biały top, jeansy – marmurki i żółte szpilki na koturnie. Szczerze mówiąc to wolałam trampki od butów na wszelakich obcasach, ale moja przyjaciółka nie darowałaby mi, gdybym nie założyła szpilek. Wychodząc tylko krzyknęłam, że mnie nie będzie i szybko zamknęłam za sobą drzwi. Odkąd zamieszkałam z ojcem byłam pilnie strzeżona. Do osiemnastych urodzin miałam oficjalny zakaz uczęszczania na wszelkie imprezy. Dlatego doskonaliłam sztukę wychodzenia z domu przez okno. Musiałam słuchać się ojca, no chyba że chciałabym mieć szlaban do końca życia albo żeby tatuś wszczepiony nadajnik GPS. W sumie to chyba wszyscy policjanci są tak przewrażliwieni, dlatego nigdy, ale to NIGDY nie zwiąże się w gliną. Chociaż z drugiej strony jakby nie patrzeć to fakt, że byłam wychowywana przez ojca twardą ręka, sprawił, że wyrosłam na ludzi. W innym wypadku pewnie moja przyszłość wyglądałaby marnie. Taaak... byłam niezbyt rozsądnym dzieckiem. Ale wracając do tematu.. Po jakimś kwadransie dojechałyśmy do.. doków!? Chciałam już porządnie opieprzyć moją przyjaciółkę, ale w tym momencie moim oczom ukazał się cudowny widok. Gdy wyjechałyśmy zza zakrętu zobaczyłam ogrom sportowych, modyfikowanych samochodów. Koło nich kręciło się pełno osób. Kierowcy samochodów stali w grupkach chwaląc się osiągami swoich maszyn. Tuż obok nich kręciły się skąpo ubrane dziewczyny, które pewnie polowały na jakiegoś bogatego przystojniaka z fajną furą. Osobiście gardziłam takimi osobami. Nie rozumiałam tych dziewczyn , dla których liczą się pieniądze i są w stanie wiele dla nich zrobić. Miałam w życiu swoje zasady i jeżeli chciałam coś mieć, to sama sobie na to zapracowałam. 
Rozglądałam się dookoła, podziwiając te wszystkie maszyny. Przy nich mogłam się schować ze swoim Audi A3 w benzynie. Może i mój wóz nie powalał na kolana, ale dbałam o niego jak o mój największy skarb. W końcu ciężko pracowałam, żeby to sobie kupić. Gdy Nikki zaparkowała, nie odrywając nosa od szyby zapytałam ją:
– Skąd wiedziałaś, że to tutaj się oni wszyscy zjeżdżają? – Byłam naprawdę ciekawa, bo moja przyjaciółka nigdy wcześniej nie wspominała mi, że obraca się w takim środowisku. Z naszego towarzystwa to ja byłam tą co lubiła się brudzić przy samochodach, a Nicole wolała siedzieć i pachnieć. Poza tym zwykle wszędzie chodziłyśmy razem i miałyśmy wspólnych znajomych. W sumie to bardziej ona miała, bo ja trzymałam się z boku. To znaczy chodzilam na imprezy, rozmawiałam z nimi, ale nie spoufalałam się z nimi za bardzo. Miałam jedną przyjaciółkę Nicole i to mi wystarczało.
– Wiesz, mam jeszcze innych znajomych prócz ciebie, a że ty lubisz samochody, to stwierdziłam, że zabiorę cię na nielegalne wyścigi – odpowiedziała blondynka, gdy wysiadałyśmy z jej Hondy s2000. Uśmiechała się miło, co swoją drogą wydało mi się podejrzane, bo ona nigdy nie uśmiechała się miło… No przynajmniej do mnie. Nasza przyjaźń była naprawdę wytrzymała, gdyż potrafiłyśmy nieźle dać sobie w kość. Głupie docinki i cięte riposty były u nas na porządku dziennym. Chciałam zadać jej jeszcze kilka pytań, ale moja kochana przyjaciółeczka pociągnęła mnie w stronę murzyna z afro na głowie, który organizował wyścig. 
– Hej Tej! – zawołała wesoło Nikki.
– Cześć mała! – powiedział mężczyzna przytulając ją na powitanie i jednocześnie targając jej włosy. Zdziwiłam się, bo zwykle gdy ktoś dotykał włosów Nikki, to dostawała ona pierdolca, a teraz nic. – A kim jest ta ślicznotka? – zapytał murzyn, pokazując na mnie palcem. Ślicznotka? Ale klamczuch. Mimo to, już go polubiłam. Wyglądał całkiem przyjaźnie.
– Sara, miło mi – przedstawiłam się grzecznie wyciągając dłoń, którą uścisnął. Swoją drogą ależ on ma wielkie łapska! – Fajna imprezka – stwierdziłam, chcąc się jakoś przymilić do gospodarza tego wszystkiego. 
– Jestem Tej i również mi miło. A co do imprez, to robię najlepsze w mieście, więc jak chcesz się pobawić, to tylko u mnie – powiedział nieskromnie chłopak. Na co ja się roześmiałam. Chyba go polubię..
W tej samej chwili wśród publiki wybuchła wrzawa. Wszyscy spoglądali w stronę wjazdu i wiwatowali, jak jakby witali co najmniej królową Elżbietę. Byłam dość zdezorientowana, dlatego zwróciłam się o Teja:
– Ej, co jest? Dlaczego wszyscy dostali nagle zbiorowego orgazmu? 
Murzyn wybuchnął śmiechem.
– Bo właśnie nadjeżdża najlepszy kierowca w Miami. Mówię ci, dzięki niemu trzepię na wyścigach niezłą kasę – wytłumaczył mi z wyczuwalna dumą w głosie Tej.
Nikki uśmiechała się tylko rozanielona w stronę nadjeżdżającego samochodu.
Tymczasem na miejsce startu podjechał samochód, a za nim przybiegły tłumy publiczności. Na ten widok kierowcom mającym brać udział z wyścigu zrzędły miny, a na twarzy Teja pojawił się triumfujący uśmieszek. Po przyjrzeniu się aucie rozpoznałam, że to Nissan Skyline R34. Samochód było koloru szarego, ale przez maskę, dach i bagażnik przebiegały dwa niebieskie pasy. Wnętrze wozu oraz podwozie było oświetlone niebieskimi halogenami, co wyglądało naprawdę świetnie. Gdy drzwi od samochodu się otworzyły, ujrzałam całkiem przystojnego faceta. Wysoki blondyn, na oko 1,90 m, z takimi fajnymi kędziorkami na głowie. Był ubrany w białe adidasy, szare, dresowe spodnie i białą koszulkę z krótkim rękawem, przez którą i tak było widać jego umięśniony tors… Przed oczami natychmiast stanęły mi głupie, a właściwie zboczone wizje z nim w roli głównej. Stwierdziłam, że z nim mogłabym zrobić TO nawet teraz.. NIE! Co ja w ogóle plotę!? Za dużo się nawdychałam spalin…


[Brian]

Tej zaproponował mi żebym przyjechał się pościgać. Stwierdziłem, że dodatkowa kasa się zawsze przyda, więc czemu nie? Szybko się ubrałem i wskoczyłem do samochodu. Po przyjeździe na miejsce od razu zostałem przywitany przez całą publikę, w końcu prawie wszyscy mnie tu znali. Gdy już podjechałem na linię startu, przywitałem się z kilkoma osobami. Potem poszukałem wzrokiem Teja. Dostrzegłem go w towarzystwie Nikki i jakiejś ślicznej brunetki. Od razu przykłuła moją uwagę, nie mogłem przestać się na nią gapić, co rzadko mi się zdarza. Nie należę do gości, którzy biegają za dziewczynami jak pies za szynką. Swoją drogą dziewczyna chyba zorientowała się, że patrzę na nią gdyż zerknęła w moją stronę po czym szybko odwrocila wzrok, próbując udawać, że mnie nie zauważyła. Po otrząśnięciu się ruszyłem w ich stronę.
– Cześć Nikki, cześć Tej – zwróciłem się do znajomych. – A my się jeszcze nie znamy – uśmiechnąłem się do nieznajomej.
– Sara – Dziewczyna odwzajemniła uśmiech, po czym podała mi rękę.
– Brian – przedstawiłem się. – Pierwszy raz na wyścigach? Nigdy wcześniej ciebie tu nie widziałem.
Dziewczyna pokiwała twierdząco głową. Zapytałem Teja o stawkę wyścigu. Miałem dzisiaj dobry dzień i byłem w stanie postawić wysoką stawkę. Tego wieczoru nie miałem zbyt trudnych przeciwniku.
– Trzy tysiące – odpowiedział czarnoskóry, pokiwalem głową i wręczyłem mu wyznaczoną sumę. Taka stawka mi odpowiadała. 
– Trzymajcie za mnie kciuki dziewczyny– rzekłem do Sary i Nikki, uśmiechając się przy tym zawadiacko.
– Spoko – brunetka wyszczerzyła zęby i uniosła do góry pięści z zaciśniętymi kciukami. To samo zrobiła Nicole. 
Przed startem myślałem tylko o tym, że muszę wygrać ten wyścig. Spojrzałem na Sarę przez szybę. Uśmiechała się przyglądając się samochodom stojącym na starcie. Wyróżniała się spośród innych dziewczyn tym, że w jej wzroku było widać prawdziwą pasję. Wtedy spojrzałem przed siebie. W tym momencie Tej dał znak, opuścił ręce w dół. Odpuściłem sprzęgło, wciskając jednocześnie gaz w podłogę. Wystartowałem... 


sobota, 12 września 2015

vkneljvnckwjcnd cjdsv

Brian takie ciacho. Opko takie crazy. Autorka taka głupia. Ewelina taka napalona. xd
Szukam męża.
Szybcy i wściekli rządzą.
A co z Romanem?
Szablon taki śliczny.
Kto to czyta?
Post próbny. :D