środa, 11 listopada 2015

Rozdział 5




Weszłam do budynku kasyna El Castillo. Przygładziłam swoją czarną, dopasowaną spódnicę, która całkiem nieźle podkreślała figurę. Odstawiłam się jak szczur na otwarcie kanału, chcąc zrobić jak najlepsze wrażenie na moim celu. Poprosiłam wczoraj Nikki, aby pomogła wybrać dla mnie odpowiedni strój na rozmowę kwalifikacyjną. Blondynka oczywiście nie ma pojęcia o moim zadaniu zleconym przez FBI i myśli, że ja serio idę na spotkanie w sprawie pracy.
Musiałam się postarać, żeby zdobyć przychylność Vercettiego, a z czasem zaufanie. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie byłam w kasynie. To miejsce robiła na mnie piorunujące wrażenie. Marmurowa podłoga, ściany wyłożone czerwoną tapetą. Widać było, że ludzie zostawiają tutaj ogromne sumy pieniędzy. W końcu było to chyba jedyne takie miejsce w Miami. Podeszłam do dziewczyny stojącej na recepcji i przedstawiłam się. Blondynka zadzwoniła gdzieś. Odłożyła słuchawkę i oznajmiła, że pan Vercetti już na mnie czeka. Zaprowadziła mnie do biura należącego do mojego nowego „szefa”.
Oniemiałam, gdy zobaczyłam do na żywo. Prezentował się wręcz bosko! Miał na sobie czarny, elegancki garnitur, który leżał na nim idealnie. Mimo ubrań, było widać, że jest całkiem nieźle umięśniony. Po chwili zorientowałam się, że stoję oniemiała i przyglądam mu się jak jakaś kretynka. Ogarnęłam się i przywitałam z Diegiem podając rękę. Czułam jak brunet przeszywa mnie swoim zniewalającym spojrzeniem. Miałam wrażenie, że facet przejrzał mnie na wylot i wie o mnie wszystko. To było trochę krępujące, nagle zrobiło mi się mega duszno. Zaczęły dopadać mnie wątpliwości, czy dam radę wykonać zadanie. Na szczęście Vercetti wskazał na fotel żebym usiadła. Gdyby nie to, pewnie bym padła przed nim jak kłoda. Diego usiadł naprzeciw mnie.
– Napije się pani czegoś? – zapytał grzecznie.
– Wody poproszę – wydukałam odzyskując powoli spokój. Przecież nie może pójść tak źle.
Gdy sekretarka przyniosła szklanki z napojami. Vercetti przeszedł do  przeprowadzenia rozmowy.
– A więc Saro? Chyba mogę ci mówić po imieniu? – Pokiwałam głową, bo było to pytanie retoryczne. Diego był straszy ode mnie jedynie siedem lat, więc zapewne zwracałby się do mnie na „ty” czy tego chcę czy nie. – Dlaczego zdecydowałaś się aplikować na stanowisko informatyka w mojej firmie?
Jak ja nie cierpię tego pytania na rozmowach kwalifikacyjnych... Dlaczego? Bo nie mam kurwa pracy, a nie chcę zdechnąć z głodu. No ale nic... Mam gdzieś tę robotę, jak mnie nie przyjmie to trudno. FBI znajdzie sobie kogoś innego. Nie będę mu mydlić oczu, że to praca moich marzeń.
– Ponieważ jestem bezrobotna – odpowiedziałam szczerze. – Pan szuka dobrego informatyka, a tak się składa, że jestem świetna jeśli chodzi o komputery, możemy wzajemnie sobie pomóc – dodałam stanowczym tonem, posyłając mu pewny siebie uśmiech.
Vercetti pokiwał głową. Myślałam, że za moją postawę od razu wywali mnie na zbity pysk, co o dziwo się nie wydarzyło. Zamiast tego zadał mi kilka kolejnych pytań. Między innymi o moją poprzednią pracę, czemu wybrałam taki zawód a nie inny. Nawet nie wiadomo kiedy rozmowa kwalifikacyjna zmieniła się w zwykłą pogaduszkę. Diego opowiedział mi o tym jak przy pomocy ojca udało mu się rozkręcić pierwszy biznes. Szczerze mówiąc to brunet wcale nie wyglądał ani nie zachowywał się jak bandzior, ale jak normlany biznesmen.
– Masz tę pracę – stwierdził Diego, kiedy nadszedł czas by się pożegnać. – Oczywiście na razie tylko okres próbny, przekonam się czy rzeczywiście jesteś taka dobra.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
– Dziękuję bardzo – powiedziałam. – Kiedy zaczynam?
– Od jutra, bądź tutaj o godzinie dziewiątej.

Wyszłam z budynku jak w jakimś letargu. A więc od dzisiaj jestem „tajną agentką”. Nie wiem czy byłam bardziej podekscytowana czy może przerażona. Natychmiast pojechałam do budynku, gdzie stacjonowali agenci, żeby zdać im relację ze spotkania. Był to budynek, znajdujący się na wybrzeżu. Wyglądał niepozornie, jak zwykły dom mieszkalny, tak więc nikt  z zewnątrz nie pomyślałby, że w środku jest pełno agentów. Musiałam być ostrożna, bo Vercetti mógł kazać mnie śledzić czy coś. Mój ojciec wcześniej dał mi wykład jak mam się zachowywać, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
W środku spotkałam Monicę, która zaraz kazała mi opowiedzieć wszystko.
– Dostałam tę pracę – oznajmiłam z dumą, patrząc na nią wrednie. Dam sobie rękę uciąć, że Fuentes myślała, że nie dam rady wkręcić się do Diega.
– Dobrze – stwierdziła niechętnie. – Nie będę pytać jakim cudem ci się to udało. Kolana nie bolą? – spytała kąśliwie.
Zagotowało się we mnie jak jasna cholera, ale puściłam jej uwagę mimo uszu. Nie dam się sprowokować. Grzecznie zdałam jej całą relację ze spotkania. Właściwie to powtórzyłam ją prawie słowo w słowo. Z satysfakcją patrzyłam na zdziwienie malujące się na jej twarzy. Ona serio myślała, że posunęłam się do jakiś tanich sztuczek, żeby się wkręcić do tej roboty?
– Masz regularnie informować nas o każdym kroku Vercettiego. Chyba sobie poradzisz, co? – zapytała kpiąco.
– Oczywiście – potwierdziłam. – Nie musisz wątpić w moje zdolności. No ale wiesz... każdy mierzy swoją miarą.
Wstałam rzucając Monice drwiący uśmieszek. Nie dam sobie w kaszę dmuchać! Tej snobistycznej jędzy, która myśli, że jest najmądrzejsza i najlepsza. Wyszłam na zewnątrz z uśmiechem na twarzy.

Pojechałam do swojego domu, gdzie natychmiast zdjęłam ubrania, które miałam na sobie, zmieniając je na wygodne dżinsy i czarny top. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, dlatego postanowiłam pojechać do garażu Teja. Parker był na mnie śmiertelnie obrażony za te ścięte afro. To trochę niesprawiedliwe, bo Brian i Roman byli moimi partnerami w zbrodni, ale na nich jakoś już się nie wściekał. Zastałam go ślęczącego nad Fordem Mustangiem, a na parkingu stał Volkswagen Passat B7.
– Cześć Tej! – uśmiechnęłam się przymilnie na powitanie.
– Hej maleńka! – Co dziwne Parker odwzajemnił uśmiech i przytulił mnie. Czyżby już mu przeszło? Murzyn jakby wyczuł moje zawahanie, bo roześmiał się. – Nie wiem jak cię dziękować za te włosy. Laskom podoba się moja nowa fryzura i nawet nie wyobrażasz sobie ile numerów telefonów zebrałem w sobotę! – oznajmił wesoło.
Zrobiłam minę w stylu „i kto tu miał rację”. Ja wiedziałam, że tak będzie. To afro było okropne, Tej wyglądał z nim jak pajac.
– Jestem genialna! – westchnęłam, widząc uradowanego Teja. – Pomóc ci? – zapytałam, widząc że ma jeszcze sporo roboty nad samochodem.
– Możesz wymienić filtr paliwowy i tarcze hamulcowe w Volkswagenie – powiedział. – W szatni powinny być jakieś wolne ciuchy na zmianę.
Pokiwałam głową i poszłam się przebrać. Kilka minut później zabrałam się za pracę. Najpierw wymieniłam tarcze. To była chyba najprostsza rzecz jaką można robić. Gdy skończyłam zakładać z powrotem ostatnie już koło, zajrzałam pod maskę pochylając się nad silnikiem. Nagle usłyszałam głos Romana.
– No proszę co za piękny widok! – stwierdził gwiżdżąc wesoło.
– Czy wy...?
– Wcale nie patrzeliśmy na twój tyłek – zaprzeczył Brian, śląc mi swój zabójczy uśmiech, jeszcze zanim zdążyłam zadać pytanie.
– Chciałam zapytać czy nie macie nic do roboty, ale dobrze wiedzieć – roześmiałam się. W sumie to powaliła mnie szczerość blondaska.
O’conner przegonił Roma i pomógł mi odpowietrzyć przewody paliwowe.
– Widzę, że już jesteś pogodzona z Tejem – zagadał blondyn. Pokiwałam twierdząco głową.
– Dzięki mnie ma teraz branie wśród dziewczyn – uniosłam dumnie głowę.
Brian zaśmiał się cicho.
– Tej bardzo chciał, żebyś wzięła udział w sobotnim wyścigu, ale był na ciebie za bardzo obrażony, żeby cię o to poprosić – uświadomił mnie.
Parker chciał mnie wystawić w wyścigu? Serio uważał, że jestem aż tak dobra?
– Ale przecież ja nawet nie mam sportowego samochodu. A poza tym nie mam doświadczenia w wyścigach. – No dobra z tym samochodem to mówiłam prawdę, a z doświadczeniem trochę skłamałam.
– Nie masz doświadczenia? – spojrzał na mnie pobłażliwie. O cholera! On wiedział. WIEDZIAŁ. – A jeśli o samochód chodzi, pojechałabyś moim Nissanem.
– Pożyczyłbyś mi swój samochód? – zapytałam wątpiącym tonem.
Brian pokiwał głową. O Chryste! Jeśli facet chce pożyczyć ci swój samochód, wiedz, że coś się dzieje...
– Chodź pójdziemy na spacer – zaproponował.

Kilkanaście minut później szliśmy deptakiem wzdłuż wybrzeża, zajadając się nachosami z jakimś dupnym  sosem.
– Ścigałaś się kiedyś, prawda? – zapytał. – I nie ściemniaj, bo zaglądałem do twojej kartoteki.
Spuściłam głowę, nie było co owijać w bawełnę. Wiedziałam, że komu jak komu, ale O’connerowi mogę zaufać.
– Tak, ścigałam się – westchnęłam. – Już od najmłodszych lat miałam zapędy motoryzacyjne. Mama akceptowała moje zainteresowanie i nawet zabierała mnie na gokarty. Aż w końcu nadszedł głupi wiek dojrzewania. Gdy miałam piętnaście lat poznałam Faith i Natashę, które stały się moimi przyjaciółkami. Faith była z moim wieku, a Natasha trzy lata starsza. Trzymałam się z nimi i wkręciły mnie w nieodpowiednie towarzystwo. Byłam tępą małolatą, która poczuła trochę wolności i zaczęła się buntować. Zbieraliśmy się wieczorami i ścigaliśmy pożyczonymi samochodami, gdzie tylko popadnie. Kilka razy zatrzymała mnie policja. Moja mama ostrzegała mnie, ale byłam tak zafascynowana, że nie słuchałam tego co mówi.
– Dlaczego przestałaś?
– Pewnego dnia wybrałyśmy się z dziewczynami na wagary. Pojechałyśmy na wyścig, w którym wzięłam udział. To był ostatni wyścig jaki wygrałam. W drodze powrotnej kierowała Natasha. Jechała dosyć szybko, mówiłam jejżeby zwolniła, ale nie słuchała. W pewnej chwili nie wyrobiła na zakręcie i uderzyła czołowo w drzewo. Ona i Faith zginęły, a ja przeżyłam, bo siedziałam z tyłu.
– Przykro mi – powiedział Brian, oplatając mnie ramieniem.
– Po tamtym wydarzeniu mama odesłała mnie do ojca, do Miami. Byłam załamana stratą najbliższych mi osób. Nie chciałam nawet wsiąść do samochodu. Na szczęście poznałam tutaj Nikki, dzięki której wróciłam do normalności. Zrozumiałam, że wypadek, to nie była moja wina i nie mogłam nic zrobić. Tamto wydarzenie nauczyło mnie pokory i stałam się trochę rozsądniejsza. 
Poczułam ulgę, że otworzyłam się i opowiedziałam wszystko Brianowi. Do tej pory o tamtym wydarzeniu opowiedziałam jedynie Nikki.
– Jeśli nie chcesz się ścigać, to powiem Tejowi, żeby ci odpuścił – oznajmił blondyn, a mi zrobiło się jakoś ciepło na sercu, że się mną przejmuje.
Pokręciłam jednak głową.
– Nie, przestań – machnęłam ręką. – Z chęcią spróbuję. Kiedy Nikki zabrała mnie na wyścig poczułam się naprawdę jak w domu. To moja pasja i mimo, że odstawiłam ją na bok, to nigdy o niej nie zapomniałam. Po prostu nie mogę oglądać się wstecz, bo nigdy nie pójdę do przodu. 
– I tak trzymaj - Brian uśmiechnął się, po czym stanął przede mną zagradzając mi drogę. Chyba domyślałam się, co się święci, dlatego czekałam w milczeniu na jego kolejny krok. Musnął delikatnie dłonią mój policzek, po czym złapał mnie za kark i zdecydowanie przysunął do siebie wpijając się w moje usta... To było nieziemskie uczucie. Czułam się jakbym była zjarana, napadła mnie nagle jakaś dzika euforia. Powoli docierała do mnie rzeczywisctość, że właśnie CAŁUJE MNIE BRIAN O'CONNER...



sobota, 10 października 2015

Rozdział 4




Szczerzyłam się jak idiotka zastanawiając się co tu się do cholery dzieje. Roman, Brian, mój ojciec i raszpla. Nie no spoko. To się całkiem trzyma kupy! Przywitałam się w Romanem i Brianem, celowo pomijając pożal się boże Monicę. Mój ojciec zmierzył mnie oskarżycielskim wzrokiem mówiącym „Skąd ich znasz?!”.
– Ktoś mi powie o co chodzi? – zapytałam.
Pierwsza odezwała się wywłoka. Akurat nie ją pytałam, ale spoko.
– Jestem z FBI – wyjaśniła. – Pracujemy nad pewną sprawą i szukamy zaufanych ludzi do wykonania zadania. Potrzebujemy jeszcze informatyka. Osobiście wybrałabym kogoś z firmy, ale skoro Horatio poleca ciebie...
Ooo... te ostatnie zdanie dodała z wyraźną niechęcią, czyli przynajmniej wiem, że obie za sobą nie przepadamy. Brian i Roman w dalszym ciągu stali z głupimi minami.
– Nie no spoko – machnęłam ręką. – I tak od dzisiaj jestem bezrobotna – dodałam, śmiejąc się niezręcznie. Nikogo innego to nie rozśmieszyło.
Wzruszyłam ramionami i poszłam za resztą wycieczki do jakiejś sali. Posterunki policji zawsze wzbudzały we mnie niechęć, ale w tym czułam się inaczej. Można powiedzieć, że całkiem jak w domu, hehe.
Usiedliśmy na krzesłach i jakiś facet z FBI przedstawił nam sytuację. Nie był dla nas zbyt miły, szczególnie niechętnie spoglądał na Briana. Starałam się go słuchać uważnie, jednocześnie bawiąc się kosmykiem moich włosów. Stwierdziłam, że mam strasznie rozdwojone końcówki. Będę musiała poprosić Nikki, żeby mi trochę podcięła włosy. Gdzieś w połowie przestałam słuchać agenta, który prowadził monolog. Moja praca i tak nie była trudna ani skomplikowana. Miałam wkręcić się z Brianem i Romanem jako najemnicy u złego gościa i meldować im o każdym jego ruchu. Oni jako kierowcy, a ja jako informatyk. To nie brzmiało jak nic skomplikowanego. Zmieniłam zdanie, gdy wręczyli nam akta tego złoczyńcy. Spojrzałam na jego zdjęcie i stwierdziłam, że całkiem niezłe z niego ciacho. Trudno będzie mi się skupić, jeśli będę miała pracować dla tego ciacha.
 – Wszystko jasne? – zapytał na koniec, a my zgodnie pokiwaliśmy głowami.
Odetchnęłam z ulgą, gdy w końcu stamtąd wyszliśmy. Pod budynkiem MDPD dogonili mnie O’conner i Pearce. Zaproponowali oni żebyśmy poszli wspólnie na lunch. W sumie nie miałam nic innego do roboty, więc się zgodziłam.  Poza tym towarzystwa tych dwóch wariatów nigdy dość.
– Tak właściwie to co robiłaś na posterunku? – zapytał Brian, gdy siedzieliśmy w restauracji. Roman pokiwał głową i wbił we mnie wzrok
Wzruszyłam ramionami posyłając im niewinny uśmiech i zapakowałam sobie do buzi porcję frytek. W ten sposób zyskałam trochę czasu, a by wymyślić jakąś wymówkę, ale jak na złość nic nie chciało wpaść mi do głowy.
– Nic – odpowiedziałam krótko, a oni popatrzyli na mnie pobłażliwie. – No co? Mam znajomego na posterunku.
– A skąd znasz pana porucznika? – Roman drążył temat. Jeeezu... ci to są dopiero wścibscy. Jakoś nie mam zamiaru dzielić się z nimi informacją, że szanowny porucznik to mój ojciec. Co jak co, ale to zwykle odstrasza moich znajomych.
– A wy co robiliście na policji? – Ha! Sprawnie odbiłam pałeczkę.
Brian wyraźnie się zmieszał.
– Blondasek jest policjantem – oznajmił murzyn, sprzedając swojego kolegę, a ja roześmiałam się, bo byłam przekonana, że robi sobie ze mnie jaja.
Jednak widząc ich powagę również się uspokoiłam.
– Poważnie!? – krzyknęłam niedowierzając. Blondyn pokiwał tylko głową. – To dlatego ci policjanci cię wtedy puścili! – wskazałam na niego oskarżycielskim tonem.
Teraz już mi wszystko się rozjaśniło. W sumie to całkiem fajnie, że O’conner jest policjantem. Dużo gorzej byłoby gdyby był przestępcą. No bo w końcu za mundurem panny sznurem.
Po lunchu, chłopacy odprowadzili mnie do mojego Audi, które zostało pod posterunkiem. Pożegnałam się z nimi i wsiadłam do samochodu. Po drodze zadzwoniłam do Nikki i poprosiłam, żeby wpadła do mnie po południu i podcięła mi włosy. Fajna sprawa mieć przyjaciółkę fryzjerkę. Nie musiałam chodzić po żadnych salonach fryzjerskich jak chciałam zrobić sobie włosy.
Zaparkowałam na podjeździe i weszłam do domu. Zabrałam się za ogarnianie domu, w którym zdążyłam robić bałagan. Gdyby mój ojciec zobaczył ten syf, to chyba by padł na zawał. On jest strasznym pedantem i zawsze wszystko musi mieć poukładane. Gdy mieszkałam u niego w kółko suszył mi głowę o porządek.
Jak już skończyłam sprzątanie, stwierdziłam, że zrobię coś do jedzenia dla siebie i dla Nikki. Stwierdziłam, że zrewanżuję się w ten sposób za te wszystkie razy, kiedy to opróżniałam jej lodówkę z żywności.
Gdy moja przyjaciółka przyjechała usiadłam na krześle w łazience, a Nicole zajęła się moimi włosami. Korciło mnie, żeby opowiedzieć jej o dzisiejszym dniu, ale musiałam zachować dyskrecję. Chyba by padła trupem, gdyby dowiedziała się, że będę pracować dla FBI razem z Brianem i Romanem. Zanim jednak by zeszła, to zdążyła by rozgadać o tym połowie Miami. Nicole była wyjątkową gadułą i paplą. Czasami miałam ochotę ją udusić za to gołymi rękami.
– Jakie masz plany na dzisiejszy wieczór? – zapytała podekscytowana Nikki. Wiedziałam, że zadała to pytanie tylko, po to by pochwalić się tym, co ona ma zamiar dziś robić.
– Nie wiem, pewnie spędzę wieczór przed telewizorem – odpowiedziałam. – A ty?
– Idę na randkę! – pisnęła wesoło.
Udałam zaskoczoną, chociaż to nie była żadna nowość. Nikki co chwilę biegała na randki i za każdym razem deklarowała, że to „ten jedyny”. No cóż... na koniec i tak okazywało się, że to była pomyłka. Nie popierałam takiego szukania faceta na siłę, ale Nicole wiedziała swoje. Ja za to uważałam, że jeśli miłość rzeczywiście istnieje, to sama się znajdzie.
– Z kim? – zapytałam.
– Przyszedł wczoraj do naszego salonu podciąć włosy. Akurat padło na mnie żebym go obsłużyła, trochę porozmawialiśmy i na koniec zaprosił mnie na kolację! – wyznała przyjaciółka, szczerząc się. Wyglądała na kompletnie zauroczoną.
Gdy moje włosy zostały do ładu, Nikki pożegnała się ze mną i pojechała szykować się na randkę. Znając ją samo wybieranie odpowiednich ciuchów zajmie jej dobre parę godzin. Stałam przez wejściem do domu i machałam blondynce na pożegnanie, po czym wróciłam do domu.
Wieczorem rozwaliłam się na kanapie przed telewizorem, trzymając pod pachą paczkę chipsów. Włączyłam pierwszy lepszy film i rozpoczęłam degustację niezdrowego żarcia. Byłam już nieźle znudzona, kiedy zadzwoniła moja komórka. Zerwałam się z miejsca i poprzerzucałam wszystkie poduszki, szukając komórki. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym zobaczyłam nieznany numer. Odebrałam niepewnie.
– No hej! – usłyszałam rozbawiony męski głos należący do Romana.
– Cześć – przywitałam się wesoło.
– Masz może ochotę na piwo w doborowym towarzystwie? – zapytał nonszalancko.
Roześmiałam się słysząc tekst Pearce’a.
– Może i bym miała ochotę – stwierdziłam.
– W takim razie jesteśmy w garażu Teja – powiedział Rom.
– Okej, będę za piętnaście minut – powiedziałam, po czy rozłączyłam się.
Pobiegłam szybko się przebrać. Założyłam dżinsy, czarną bluzkę na ramiączkach, a na to skórkową kurtkę. Na nogi założyłam białe trampki.
Wsiadłam do audi i ruszyłam dynamicznie. Jechałam dość szybko, żeby zdążyć zanim upłynie umówiony kwadrans. Nie chciałam wyjść za spóźnialską. Przed warsztatem zaparkowałam na ręcznym. Chłopacy patrzyli z uśmiechami, jak wysiadałam z samochodu. Tej dodatkowo kiwał z uznaniem głową.
Przywitałam się z chłopakami i usiadłam na krześle.
– Mówiłem wam, że ona potrafi jeździć – stwierdził Brian, wskazując na mnie palcem. – To mi nie wierzyliście.
 – Ścigasz się? – zapytał się mnie Tej. Pokręciłam przecząco głową. – Powinnaś spróbować – stwierdził murzyn, patrząc na mnie dziwnie.
Nie wiem czemu, ale to jego afro mnie strasznie bawiło. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem za każdym razem gdy tylko na niego spojrzałam. Pomyślałam, że jeśli mam się zadawać z Tejem, to zdecydowanie musi on zmienić fryzurę.
Brian podał mi z przenośnej lodówki butelkę coli, ponieważ przyjechałam samochodem i odmówiłam picia alkoholu. Moja wątroba na pewno się z tego faktu ucieszyła. Po kilku wypitych piwach chłopacy byli już lekko wcięci, a jak wiadomo w takim stanie ludzie wpadają na pomysły, które wydają się być naprawdę wspaniałe. Tak stało się i tym razem. Roman stwierdził, że z chęcią pojechałby do Jungle Island, czyli popularnego parku zoologicznego w Miami. O dziwo cała reszta z chęcią mu przytaknęła i nikt, absolutnie nikt nie wpadł, że zoo może być o tej godzinie zamknięte! Nasza głupota dotarła do nas, dopiero wtedy, gdy staliśmy przez nieczynnym parkiem. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał kilka minut po północy.
– A może po prostu pojedziemy na Miami Beach? – zaproponowałam, gdyż znajdowaliśmy się niedaleko plaży, a jak wiadomo tam zawsze coś się dzieje.
Brian zgodził się ze mną. Roman i Tej, którzy byli napaleni za zwiedzanie zoo, pokiwali smutno głowami i wsiedli do mojego Audi. Zaparkowałam przy plaży i ruszyliśmy na imprezę. Oczywiście Rom nie odpuścił i koniec końców musiałam napić się razem z nimi. Obiecał mi, że następnego dnia, gdy już wytrzeźwieje, odstawi moje auto pod mój dom. Impreza była przednia, a alkohol lał się strumieniami. Gdy wlałam w siebie już sporą ilość drinków i shotów, pewnym krokiem ruszyłam na parkiet. To był ten stan upojenia alkoholowego, gdy czułam się najmądrzejsza, atrakcyjna i nawet zabawna. Stwierdziłam też, że na pewno jestem mistrzem tańca. Dołączył do mnie Roman, musiałam przyznać, że murzyn naprawdę potrafił się poruszać. Tej i Brian w tym czasie zarywali jakieś dziewczyny przy barze. Nawet się nie zorientowałam, gdy znaleźliśmy się na dachu jakiegoś wieżowca. Zaprosili nas tam znajomi Teja, których spotkaliśmy na plaży. Jeden z chłopaków powiedział, że mieszka niedaleko, a na dachu zrobił sobie miłą miejscówkę na imprezy. Nie mogliśmy odmówić takiemu zaproszeniu. Jeden z chłopaków włączył muzykę.
Pierwsze co, stanęłam przy murku i spojrzałam w dół. Po chwili darłam się z Romanem i machałam ludziom na ulicy. Dobrze, że nikt nie zadzwonił po policję. W pewnym momencie usłyszałam fajną piosenkę.
– Jestem Beyonce! – pisnęłam wesoło, próbując tańczyć jak owa piosenkarka. Cieszyłam się przy tym jak małe dziecko.
Brian zaczął się śmiać, ale kompletnie się tym nie przejęłam. Byłam sporo wcięta. Po chwili jednak poczułam, że zaczynam już trzeźwieć. Usiadłam koło O’connera i oparłam się o niego.
– Nie jestem Beyonce – stwierdziłam smętnie wydymając usta.
– Nooo... – Blondyn pokiwał głową, patrząc na mnie. – Jesteś od niej dużo ładniejsza i lepiej tańczysz – dodał tonem dżentelmena. Roześmiałam się i dałam mu całusa w policzek. A niech ma, za to, że jest taki kochany i miły! Zwlekłam się ze swojego miejsca, gdyż musiałam skorzystać z toalety. Po drodze zobaczyłam, że Tej zaliczył zgona i leży nieprzytomnie na leżaku.
Będąc w łazience zauważyłam leżącą na półce maszynkę do włosów. I w tym momencie wpadłam na genialny pomysł. Chwyciłam urządzenie i pognałam szybko do Briana i Romana. Siedzieli oni i rozmawiali na jakieś super ważne sprawy.
– Mam super pomysł! – Uwiesiłam się na szyi O’connera. Chłopacy przerwali rozmowę i spojrzeli na mnie. – Ogolimy Teja – oznajmiłam podnosząc rękę, w której trzymałam maszynkę.
Brian i Rom spojrzeli na siebie, a potem znowu na mnie, po czym pokiwali głowami. Pisnęłam wesoło i ruszyłam w stronę naszej ofiary. Kilkanaście minut później przyglądaliśmy się swojemu dziełu z dumą i zadowoleniem. Parker wyglądał w końcu jak człowiek, a nie zarośnięta małpa.
Usiedliśmy przy stole i chwyciliśmy swoje drinki.
– Za naszą ekipę! – Roman wzniósł toast, po czym opróżniliśmy szklanki do dna.
To był mój koniec imprezowania, gdyż w tym momencie mój film się urwał.
Obudziłam się następnego dnia. Uchyliłam lekko powieki patrząc w sufit, ale niemal natychmiast je zamknęłam, gdyż wydawało mi się, że ważą tonę. Leżałam tak z zamkniętymi oczami. Po chwili jednak zaczęła do mnie docierać rzeczywistość. A mianowicie nie byłam u siebie. Moje łóżko nie pachniało tak przyjemnie... męskimi perfumami. Zerwałam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam dookoła. Gdzie ja do cholery jestem?! W sekundę dopadły mnie czarne myśli, że może nieświadomie popełniłam jakąś głupotę. Ogarnęłam jednak, że mam na sobie swoje ubrania i jestem na jakiejś łódce.
 W tym momencie do środka wszedł Brian. Ubrany w dżinsy i we flanelową koszulę w niebieską kratę, która idealnie podkreślała jego niebieskie oczy. Na ten widok, poczułam w środku dziwne uczucie i to wcale nie były mdłości z powodu kaca.
Blondyn uśmiechnął się do mnie, a ja siedziałam jak zamurowana. Pewnie wyglądam strasznie, pomyślałam.
– Jak się czujesz? – zapytał.
– Dobrze – wyjąkałam. – Chyba za bardzo popłynęłam.
– No trochę – Brian zaśmiał się i pokiwał głową.
O’conner pozwolił mi się trochę doprowadzić do porządku. Czułam, że mój makijaż jest w opłakanym stanie i nie myliłam się. Spojrzałam w lustro z odrazą i zabrałam się za zmywanie resztek tuszu z moich oczu. Po kilkunastu minutach wyglądałam jako tako, więc wyszłam na zewnątrz. Brian, Roman i Tej przy stoliku na pomoście i jedli śniadanie. To dziwne, ale ostatni nie miał na głowie afro i miał nie zbyt zadowoloną minę. O kurwa! Ogoliliśmy Teja. Nie wiem, ale wczoraj ten pomysł wydawał mi się być nieco lepszy.
– Ooo, Tej, ściąłeś włosy? – zagadnęłam przyjaźnie, zabierając Romanowi z talerza kanapkę, którą dla siebie przygotował. Obaj czarnoskórzy spojrzeli na mnie morderczym wzrokiem.
– Ja ściąłem?! – wrzasnął wkurzony Parker.
Brian i Roman wybuchli śmiechem. Miałam wrażenie, że Parker zaraz zadźga mnie nożem którym smarował kanapkę. O’conner chwycił mnie za ramiona i ewakuował przed Tejem. Zaprowadził mnie do garażu, gdzie stał jego Nissan.
– Odwiozę cię do domu, Tej musi ochłonąć – stwierdził, uśmiechając się przeuroczo.
Pokiwałam lekko głową. Czułam się niezbyt dobrze, dlatego cała droga minęłam nam w ciszy. Brian zatrzymał się przed moim domem.
– Później z Romanem przyprowadzimy twój samochód z Miami Beach – oznajmił. – Klucze już wziąłem – dodał, widząc, że szukam ich w kieszeni mojej kurtki.
Spojrzałam na niego. Boże, jaką ja mam ochotę go pocałować...
 – Dzięki – uśmiechnęłam się i nachyliłam żeby pocałować go w policzek na pożegnanie. Wolałabym w usta, ale no cóż... Nie chcę wyjść na nachalną i napaloną laskę.
Brian uśmiechnął się przeuroczo, a ja czułam, że rumienię się jak małolata. Wyleciałam z samochodu blondyna jak strzała. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie, biorąc głęboki wdech i uśmiechając się jak wariatka...



sobota, 26 września 2015

Rozdział 3




Po imprezie obudziłam się o godzinie jedenastej. Wow, to i tak nieźle, bo zwykle po takich nocnych eskapadach potrafię spać nawet do piętnastej. Gdy tylko otworzyłam oczy, wzięłam do ręki telefon, który nawet nie wiem kiedy rozładował się. Po uruchomieniu, na wyświetlaczu wyskoczyło ponad 20 nieodebranych połączeń od Nikki. Nie chciałabym być niegrzeczna, ale olałam to i poszłam się ogarnąć. Ubrałam się w białą, luźną koszulę z długim rękawem i czarne rurki. Gdy robiłam sobie jedzenie myślałam o Brianie. Kurczę.. polubiłam go i myślę, że to początek przyjaźni. Nagle do mojego domu wparowała Nicole. Jak zwykle bez pukania no bo po co.
– Czy ty jesteś niepoważna?! Przepadasz nie wiadomo gdzie, a ja się zamartwiam i szukam wiatru w polu – wydarła się jak tylko mnie znalazła w kuchni. – Gdzie byłaś jak cię nie było?!
Kurczę, tak wkurzonej to jej chyba nie widziałam. Dobrze, że akurat robię jajecznicę, jak coś to obronię się patelnią. Zresztą zwykle to ja jej szukam na imprezach, bo Nikki ma taką manię, że jak się upije, to lata za chłopakami jak jakaś głupia i zawsze kończy się tak, że gubię ją gdzieś w tłumie i się martwię. Nic się nie stało, jak chociaż jeden raz to ona się przejmowała
– Chciałam już dzwonić na policję – wyznała, gdy już się nieco uspokoiła.
– Niepotrzebnie, byłam z Brianem – odpowiedziałam ze spokojem, mieszając na patelni.
– Jak to? – Przyjaciółka popatrzyła na mnie zdziwiona.
– Normalnie – wzruszyłam ramionami.
– Byłaś z Brianem?! Z TYM Brianem?! – Do blondynki dopiero dotarło, to co powiedziałam chwilę wcześnie. Uśmiechnęła się jakoś tak podejrzliwie. O nie… chyba wiem o czym ona myśli.
– Tak, pojechaliśmy na przejażdżkę i ROZMAWIALIŚMY. – zaakcentowałam ostatnie słowo, żeby to do niej dobrze dotarło. – W końcu nie jestem jakaś pierwsza lepsza – dodałam zgryźliwie patrząc na nią wymownie. Nikki była typem dziewczyny, która seks traktowała bardziej jako sport i formę rozrywki niż jakieś wzniosłe przeżycie łączące dwójkę ludzi.
Potem musiałam opowiedzieć całe moje spotkanie z blondynem. Przyjaciółka od razu zaczęła doradzać mi co mam robić żeby rozkochać w sobie faceta. Była specjalistką od manipulowania i owijania sobie facetów wokół palca.
Puściłam jej słowa mimo uszu, bo absolutnie nie miałam zamiaru z nikim flirtować ani nic z tych rzeczy. Nikki starała się mnie swatać za wszelką cenę, bo jak to ona mówiła: „Baba bez bolca dostaje pierdolca.” Taaa... czasami zastanawiam się czy na pewno wybrałam na przyjaciółkę odpowiednią osobę.

Później, pojechałam do mojego ojca. Gdy dotarłam do jego domu, Horatio akurat był zajętym przygotowywaniem obiadu. No, w końcu się spotkaliśmy. Ojciec zbyt mocno poświęca się pracy. Ciągle tylko zajmował się łapaniem przestępców. Gdyby mógł to siedziałby w pracy całą dobę. Zdecydowanie potrzebna mu kobieta. Tak, to jest to. Zajmę się tym, ale najpierw znajdę faceta dla siebie.
Swoją drogą nigdy nie mogłam wyrobić ze śmiechu widząc tatę jak coś pichci nad garnkami. Człowiek, który na co dzień ściga bandziorów, stojący w kuchni w fartuszku. To było naprawdę przezabawne, gdy mieszał albo kroił coś z tą swoją skupioną miną. Wygląda wtedy jakby chciał wsadzić te wszystkie marchewki czy coś do więzienia.
– Cześć tato! – przywitałam się, całując ojca w policzek.
– O cześć. Jak minął tydzień? – zapytał.
– Nic nowego. Wczoraj byłam z Nikki na imprezie i poznałam kilku fajnych ludzi – wyjaśniłam krótko.
– Mam nadzieję, że nie piłaś dużo i uważałaś na siebie. – Tata miał zamiar zacząć długie kazanie dlatego szybko mu przerwałam.
–  Taak, wiem. Jestem rozsądną dziewczyną i potrafię o siebie zadbać. W końcu jestem córką porucznika. – uśmiechnęłam się.

Całą niedzielę spędziłam wraz w moim staruszkiem. Poszliśmy razem do kościoła, a potem na obiad, a jeszcze później pojechaliśmy do stadniny za miasto. Mimo, że czasem kłócę się z ojcem i mamy rożne zdania w kilku sprawach, to lubię spędzać z nim czas, którego mamy dla siebie strasznie mało. Przypominają mi się wtedy czasy kiedy to byłam małą dziewczynką. Pamiętam jak jeździł ze mną do stadniny pojeździć na koniach, uczył mnie jeździć na rowerze czy też uczył pływać. W niedzielę, po kościele zabierał mnie na lody, albo do kina na bajki. A potem gdy miałam 7 lat rozstali się z mamą. Trochę pomieszkałyśmy w Nowym Jorku, a potem wyjechałyśmy do Dallas. Potem wróciłam z powrotem do ojca do Miami. Na początku było ciężko gdyż nasze relacje były mocno nadszarpnięte. Teraz jednak wszystko wróciło do normy.

***

Kilka dni później Nikki wyciągnęła mnie na zakupy. W tym jednym aspekcie byłam stuprocentową kobietą, gdyż lubiłam chodzić po sklepach. Nie ważne czy miałam zamiar kupić sobie nowe ubranie, czy sprężarkę do samochodu. Nabywanie nowych rzeczy sprawiało mi przyjemność. Chodziłyśmy po centrum handlowym wydając bezmyślnie kasę. Nicole znowu kupiła sobie szpilki, które są jej całkowicie niepotrzebne i jeszcze namówiła mnie na nową parę obuwia. W życiu nie spotkałam osoby, która miałaby takiego świra na punkcie butów jak ona. Miała całą szafę zawaloną butami, a przy okazji ja też. Po zakupach poszłyśmy na lody do parku.
– Patrz! –  krzyknęła nagle wskazując w jakimś kierunku , po czym szybko wciągnęła mnie za drzewo. Nie przyzwyczajona do tak gwałtownych ruchów wywinęłam orła na trawniku. Po pozbieraniu siebie i resztki godności spojrzałam w kierunku, w którym patrzała Nikki. Okazało się, że gapiła się na trójkę ludzi. Po bliższym przyjrzeniu się dostrzegłam, że byli to Brian, jego kumpel Rom i jakaś opalona szatynka.
– No i co? – zapytałam siląc się na obojętność. W głębi duszy byłam strasznie ciekawa kim jest ta kobieta, z którą rozmawiają chłopacy.
– Jak to co rozmawia z nią! I się uśmiecha do niej! – tłumaczyła gestykulując rękami, na co ja się tylko roześmiałam.
– Wiesz, Brian uśmiecha się do każdego, bo jest miły – powiedziałam pogodnie. – Daj spokój chłopak sobie rozmawia, a ty robisz aferę. Powinnyśmy podejść i się przywitać, a nie chować po krzakach jak idiotki – dodałam, wskazując na starszego pana, który zatrzymał się i przyglądał nam z zaciekawieniem. No tak, dwie dziewczyny robiące nie wiadomo co w krzakach.
– Chodź, podejdziemy bliżej podsłuchamy o czym rozmawiają. – zaproponowała moja przyjaciółka, ciągnąc mnie za sobą. Gdy byłyśmy już całkiem niedaleko, Nikki wpadła w pajęczynę. Wyleciała z piskiem na ścieżkę jak poparzona i zaczęłam się otrzepywać. Tym samym przyciągnęła wzrok trójki ludzi, których obserwowałyśmy od kilku minut.
– Szlag... – przeklęłam cicho, zaciskając pięści i wyszłam z kryjówki. – Cześć! – przywitałam się machając delikatnie ręką. – Nikki zgubiła psa i pomagam jej go szukać. – Wymyśliłam na poczekaniu wymówkę, żeby sobie nie pomyśleli, że ich śledzimy. Mimo, że seiro ich śledziłyśmy...
– Ale ja nie mam psa – stwierdziła Nikki, zdziwionym tonem.
– Kota. – Poparzyłam na moją przyjaciółkę wymownym spojrzeniem. – Szukamy kota.
Nicole chyba załapała aluzję, bo pokiwała twierdząco głową.
– A tak! Kota mam... ale zgubiłam – powiedziała z mega poważną miną.
Historia ze zwierzakiem chyba jednak nie przeszła, bo Roman trząsł się próbując powstrzymywać śmiech, Brian patrzył na nas z konsternacją, a  cwana raszpla, z którą rozmawiali spojrzała na mnie z wyższością, a ja niemal natychmiast poczułam się jak ostatnia kretynka.
Brian w końcu ogarnął i przedstawił nas znajomej. Okazało się, że to niejaka Monica Fuentes, znajoma chłopaków „z pracy”. Coś tu jednak nie grało... Myślałam, że Roman pracuje u Teja, więc jakim cudem Monica może być koleżanką Z PRACY. Przyjrzałam się jej dokładnie, była ubrana w elegancką garsonkę w jasnym kolorze. Obcisła spódnica za kolano opinała jej talię osy. Miała gęste włosy, które mimo lekkiego wiatru cały czas były perfekcyjnie ułożone. Napewno nie wyglądała na osobę, mającą coś wspólnego z mechaniką. Musiałam przyznać w myślach, że ta ich koleżanka była naprawdę idealna. Nie miałam nawet co się do niej porównywać. Doszłam do tego wniosku, gdy w domu stanęłam przed lustrem. Długie brązowe włosy, wśród których zawsze znajdzie się jakiś uparty kosmyk, który musi mnie irytować nie układając się tak, jak powinien. Do tego dochodziła przeciętna figura i małe cycki. Zresztą szpilki, spódnica i elegancka koszula zawsze wygrają z trampkami, koszulką i dżinsami, które zwykle noszę. Jedyne, czym mogłam się pocieszać to całkiem zgrabna pupa, długie nogi i w miarę dobry charakter. Prychnęłam do swojego odbicia w lustrze, po czym poszłam do kuchni przygotować sobie kalorycznego burgera. A co!

***

Ani się obejrzałam a nadszedł kolejny piątek. Wstałam o 6.30, żeby wyrobić się do pracy. Mimo, że z zawodu jestem informatykiem, to moim ogromnym hobby były samochody i mechanika, dlatego znajomy załatwił mi pracę w warsztacie samochodowym. Muszę się pochwalić, że jestem dobra w te klocki, czym zdobyłam uznanie naprawdę doświadczonych mechaników. Parę minut przed ósmą byłam na miejscu. Przed garażem stał mój szef i chyba na mnie czekał, co mnie zdziwiło, bo przecież się nie spóźniłam.
– Musimy porozmawiać – powiedział krótko i pokazał ręką żebym szła w kierunku gabinetu. Oj... to chyba niedobrze, ton jego głosu nie wróżył bynajmniej żadnej podwyżki. Gdy już weszliśmy do biura kazał mi usiąść.
– No więc.. nie będę owijał w bawełnę – zaczął. – Jesteś dobrą pracownicą, sumiennie wykonujesz obowiązki i nigdy nie było na ciebie skargi, ale nie ukończyłaś żadnej szkoły związanej z mechaniką. Mój siostrzeniec właśnie skończył studia i obiecałem mu tutaj etat, ale jeśli on ma tu pracować to ktoś musi odejść. – dokończył, a ja siedziałam ze zdziwioną miną.
– Ale przecież sam pan powiedział, że jestem dobra, więc dlaczego ja? Dlatego, że jestem dziewczyną? – prychnęłam.
– Przykro mi.  Tutaj masz dokumenty oraz list polecający dla przyszłego pracodawcy. – powiedział, podając mi plik kartek. Zabrałam je i wyszłam bez słowa. Poszłam pożegnać się z chłopakami, z którymi pracowałam do tej pory, po czym ruszyłam do mojego samochodu. Na dworze stał ten frajer, który odebrał mi pracę. Patrzył na mnie z wyższością.
– Jak chcesz to mogę ci załatwić robotę w klubie nocnym! – krzyknął w moją stronę, uśmiechając się cwaniacko. Totalny dupek. Od razu było widać, że typ człowieka, który nie lubi pracować i myśli, że wszystko załatwi po znajomości. Posłałam mu jedynie słodziutki uśmiech, pokazując jednocześnie środkowy palec.
Uruchomiłam silnik Audi i ruszyłam przed siebie. Jeździłam trochę bez celu po mieście nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. Po jakiejś godzinie pojechałam do MDPD, gdzie pracował tata i jego ekipa. W windzie spotkałam akurat Ryana. Znałam go, bo był jednym z podwładnych mojego ojca.
– Cześć Sara – uśmiechnął się przytrzymując drzwi od windy. Wskoczyłam szybko do środka. – Co tu robisz o tej porze?
– Przyszłam na kawkę – odpowiedziałam z sarkazmem. – Wyrzucili mnie z pracy – dodałam ciszej.
W sumie to nie wiem czemu przyjechałam tutaj. Córeczka chyba musiała poskrażyć się tatusiowi jaka niesprawiedliwość ją dzisiaj spotkała.
– Oj, tam nie przejmuj się! – powiedział wesoło Ryan.  – Jesteś młoda i zdolna, na pewno znajdziesz lepszą pracę.
W tym momencie winda zatrzymała się na czwartym piętrze. Wyszłam z niej po czym zaczęłam iść w stronę gabinetu ojca. Wyszłam zza rogu po czym szybko schowałam się za ścianą i wychyliłam się zza niej. Co mnie zdziwiło? Otóż, mój ojciec stał sobie i w najlepsze dyskutował z kim?! Z Brianem, Romem i wywłoką! To znaczy z Monicą. O mało nie dostałam zawału. Co oni tu robią?! Przebiegłam szybko i schowałam się ścianą, która była bliżej nich, żebym mogła podsłuchiwać. Byłam strasznie ciekawa o co chodzi.
– FBI przejmuje tą sprawę. – powiedziała stanowczo szatynka. FBI?!
– Dobrze, zgodzę się, ale chcę mieć wgląd do tej sprawy – powiedział Horatio.
– Niech będzie – zgodziła się. – Mamy już kierowców Briana i Roma mają doświadczenie, bo kiedyś już brali udział w podobnej sprawie, potrzebujemy jeszcze tylko dobrego informatyka.
– Znam kogoś, kto może wam pomóc – stwierdził mój ojciec.
Dobrego informatyka? Coś chyba mi się wydaje, że mówi o mnie.. Z tego wszystkiego trochę za bardzo się wychyliłam zza ściany.
– O wilku mowa. – powiedział tata i wszyscy spojrzeli w moją stronę. Patrzałam się w nich stronę zdziwiona, po czy wyszczerzyłam do nich ząbki. I w ten o to sposób ostałam przyłapana na podsłuchiwaniu po raz drugi. – Oto Sara Torres. Jest najlepszą informatyczką jaką znam.
Niezręcznie... Podeszłam do niech nieco speszona. Brian patrzył na mnie całkowicie osłupiały. Roman tak samo. Stali tak z rozdziawionymi buziami. Może gdybym nie była tak zestresowana, to roześmiałabym się na ten widok.
– No cześć – uśmiechnęłam się sztucznie.



sobota, 19 września 2015

Rozdział 2


[Sara]

Wystartowali! Nie wiem dokładnie jak przebiegał wyścig, ale Brian dojechał jako pierwszy! Aż miło było patrzeć jak na ostatniej prostej wyprzedza czerwoną Hondę S2000. Blondyn wysiadł z samochodu, przybił żółwika z Tejem, po czym odebrał od niego należną nagrodę. Spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się szczerząc zęby.
– Gratuluję! – krzyknęłam starając się przekrzyczeć tłum.  – Chociaż, w sumie to wygrałeś dzięki temu, że trzymałam dobrze kciuki – dopowiedziałam już śmielej.
– W takim razie w ramach podziękowania zabieramy cię na after party! – powiedział chwytając mnie  w pasie i prowadząc do jego samochodu. Czułam się trochę niezręcznie. W końcu nie zawsze zdarza się, żeby dotykało cię TAKIE ciacho! No nie?
– After? Ale ja jeszcze nie byłam na before! – próbowałam się wykręcić, w sumie nawet nie wiem czemu.
Nawet nie zorientowałam się kiedy siedziałam już w Nissanie. Dosiadł się jeszcze do nas Roman, kolega Briana, którego poznałam podczas, gdy Brian brał udział w wyścigu. Nawet nie pomyślałam o tym, że gdzieś w tłumie zgubiłam Nikki.
Na imprezę pojechaliśmy jak się okazało nad zatokę gdzie znajdował się garaż Teja. Był naprawdę wypasiony! Murzyn miał tutaj najnowocześniejszy sprzęt. Warsztat w którym pracowałam nawet się nie umywał do tego, co widziałam tutaj. Obejrzałam podnośniki do samochodów i pomyślałam, że chciałabym pracować w takich warunkach. Mój szef uważał, że do naprawy wozów luksusy nie są potrzebne, dlatego zamiast podnośników do aut mieliśmy kanały. Jeden z pracowników kiedyś nieźle się potłukł, wpadając do jednego z nich.
Za garażem znajdował się pomost oraz barki, gdzie można było przenocować. Przy okazji dowiedziałam się, że w jednej z nich mieszka Brian. Kurczę, trochę mnie to zdziwiło. Blondyn nie wyglądał na chłopaka, który pomieszkuje gdzieś kątem. W końcu, z tego co dowiedziałam się na wyścigu, całkiem nieźle zarabiał na wyścigach. Ciekawe na co wydaje te pieniądze...
Usiadłam na samym brzegu pomostu i w ulgą ściągnęłam moje buty, które zaczęły mnie już trochę uwierać. Zwykle nosiłam trampki. Obserwowałam imprezę z boku. Było tu dość sporo ludzi, których nie znałam. Nikki już wywijała z jakimiś dziewczynami, do jakiejś durnowatej piosenki. Odwróciłam się i zaczęłam podziwiać zatokę, która nocą wyglądała naprawdę niesamowicie. Jeszcze parę lat temu nie zwróciłabym na to uwagi, ale teraz było inaczej. Byłam starsza, nieco rozsądniejsza i mądrzejsza, a nawet wrażliwsza. To chyba przez to, co przeżyłam. Nauczyłam się doceniać drobne sprawy, bo zdawałam sobie sprawę, że wszystko szybko przemija, a ludzie nie są nieśmiertelni.
Gdy tak siedziałam na pomoście zobaczyłam jak Brian podchodzi do mnie z dwoma piwami.
– Proszę – podał mi jedną butelkę i usiadł obok mnie.
– Dzięki. Fajnie tutaj – spojrzałam na niego i rozpłynęłam się, przyglądając jego profilowi. Ogarnęłam się i dodałam: – Garaż Teja robi wrażenie i znajduje się w naprawdę przyjemnym miejscu.
– Wiem, dlatego powiem nieskromnie, że spotkasz tutaj najlepszych ludzi w Miami, prawdziwych pasjonatów motoryzacji – odpowiedział, na co ja się roześmiałam i łyknęłam chyba pół butelki piwa za jednym razem. Chciałam w ten sposób odgonić od siebie smutne myśli, które napłynęły do mojej głowy, gdy siedziałam sama. Nawet pomogło. Troszkę zakręciło mi się w głowie, ale starałam się nie robić siary i trzymać pion chociaż na siedząco.
–  A weź mi powiedz coś o sobie, bo ja cię w sumie w ogóle nie znam. Od kiedy jeździsz, że jeździsz jak jeździsz? – zagadałam, jak już trochę ogarnęłam. Skleiłam to beznadziejne zdanie, tym samym robiąc z siebie ostatnią kretynkę. Blondyn roześmiał się. – Tak wiem, to zabrzmiało beznadziejnie, nie śmiej się!
–  Dobra, ważne że zrozumiałem o co ci chodzi. Jeżdżę odkąd skończyłem 13 lat. Czasem kradłem tacie jego Mustanga z garażu i trenowałem po pustych drogach. Ogólnie to od dziecka miałem smykałkę do wozów. Gdy podrosłem rozrabiałem razem z Romanem, siedzieliśmy nawet w poprawczaku za kradzież samochodu.
– Wow. Pierwszy samochód, którym ja jechałam to traktor. Miałam wtedy 16 lat i pojechałam na wieś na wakacje. Wujek założył się ze mną, że nie będę potrafiła odpalić silnika. No cóż.. odpaliłam, ale moja przejażdżka zakończyła się w stawie – wyznałam.
Blondyn opowiedział mi jeszcze trochę o sobie. Opowiedział mi o swoim mentorze, niejakim Dominicu Toretto, który wprowadził go w tajniki jazdy i nielegalnych wyścigów. Miałam jednak wrażenie, że w tej kwestii nie powiedział mi wszystkiego, ale głupio było mi zapytać o coś więcej. Dowiedziałam się też wiele o Teju i Romanie, którzy byli jego najlepszymi kumplami. W pewnym momencie Brian wstał i wyciągnął w moją stronę rękę.
–  Chodź, przejedziemy się – powiedział do mnie Brian.
– Mogę ci ufać? – zapytałam niepewnie.
O’conner pokiwał tylko głową, a ja mu uwierzyłam. Nie chciałam wylądować na tylnym siedzeniu samochodu jakiegoś pierwszego lepszego gościa. Brian jednak nie próbował nachalnie mnie podrywać i wzbudzał zaufanie. W sumie to znałam go zaledwie kilka godzin, a jak wiadomo nie powinno się wsiadać do samochodu w obcymi ludźmi. Zresztą miałam okazję przekonać się o tym na własnej skórze.
– O nic się nie martw – uśmiechnął się miło. – Wsiadaj – otworzył mi drzwi od strony pasażera. Gdy już miałam wsiadać spojrzałam na niego nieśmiało i zagadnęłam:
–  Brian..
– Tak?
– A czy mogłabym ja kierować? – mój uśmiech połączony z proszącą minką musiał zadziałać!
– Okej – stwierdził, a mi opadła kopara. Jeśli mam być szczera, to nie spodziewałam się za bardzo takiej odpowiedzi. Zwykle, gdy zadawałam pytanie czy mogę kierować, padały  odpowiedzi typu „Pogięło cię?”, „Przecież, jeździsz jak wariatka!”.
Pisnęłam wesoło i pognałam na drugą stronę samochodu i zatopiłam się w sportowym fotelu na miejscu kierowcy.
Ruszyłam w piskiem opon i rozpędziłam samochód do 90km/h. Więcej nie dało rady, gdyż ulice w mieście są zbyt krótkie by móc rozbujać się do prędkości maksymalnej. Chciałam się trochę popisać przed blondynem, żeby nie myślał, że skoro jestem dziewczyną, to nie potrafię jeździć. Gdy dotarliśmy do jednego z większych skrzyżowań, skręciłam w lewo. Pisnęłam wesoło, wprowadzając Nissana w kontrolowany poślizg. Jak ja kocham tylni napęd! Brian chwycił się deski rozdzielczej, żeby nie wypaść z fotela, a ja roześmiałam się wesoło. Taka jazda samochodem dla fana motoryzacji jest niczym dobry seks. Dojechaliśmy do Miami Beach, gdzie się zatrzymaliśmy. Wyszliśmy z Nissana i usiedliśmy na masce.
–  No to teraz kolej żebyś ty powiedziała coś o sobie – stwierdził Brian, rozkładając się wygodnie na masce.
– Nie mam dużo powiedzenia w tym temacie – zaśmiałam się – No to jestem w połowie meksykanką, gdyż stamtąd pochodzi moja mama, ale mój ojciec jest za to rodowitym Amerykaninem. Moi rodzice rozwiedli się jak byłam mała i zamieszkałam z matką w Dallas, ale jak skończyłam 16 to wróciłam do ojca, bo mama stwierdziła, że nie daje sobie ze mną rady.
– Nie dawała rady? Widzę, że niegrzeczna z ciebie dziewczyna - uśmiechnął się blondyn.
– Weź nic nie mów – pokręciłam głową z zażenowaniem. Naprawdę najchętniej to bym zapomniała o tamtym okresie mojego życia. Byłam po prostu głupim i nieodpowiedzialnym dzieciakiem. – Jest mi wstyd jak pomyślę sobie co odwalałam w tamtym czasie. Mój ojczym miał rację, że wyjebał mnie z domu na zbity pysk. Dziękuje Bogu, że wróciłam po rozum do głowy.
Brian wydawał się być szczerze zainteresowany i próbował mnie o to podpytać ale byłam nieugięta. Nie chciałam psuć dobrego wrażenia o mnie. O’conner w końcu się poddał i westchnął:
– Będziesz mi musiała kiedyś o tym opowiedzieć.
Pokiwałam twierdząco głowa, że kiedyś mu powiem o wszystkim.
Pogadaliśmy jeszcze trochę. Rozmawiało mi się z nim naprawdę dobrze. Na początku myślałam, że skoro bierze udział w wyścigach, to będzie cwaniaczkiem jak większość chłopaków, ale jak widać pierwsze wrażenie było mylne.
***
Nadszedł czas na powrót, w końcu była już prawie 3 nad ranem, spojrzałam na telefon i.. O CHOLERA! Całkowicie zapomniałam o Nicole, pewnie się biedna zamartwiała, a ja jeżdżę z blondynkiem po mieście. Dodałam nieco gazu, żeby wrócić po przyjaciółkę. No ale oczywiście wieczór nie mógł być tak piękny, bo w lusterkach zobaczyłam tylko migające niebieskie światło. A niebieskie migające światło NIGDY nie oznacza niczego dobrego. Nie chciałam wyjść na histeryczkę, ale mimowolnie zaczęłam lekko panikować.
–  Brian..jedzie za nami policja?! Ja nie chce iść do więzienia! – krzyknęłam przestraszona, patrząc w lusterko. Nie uśmiechało mi się spotkanie z panami mundurowym. Zaraz dowiedziałby się o tym mój ojciec, poza tym uświadomiłam sobie, że wcześniej wypiłam trochę piwa. Czy alkohol zdążył już wyparować?! Zatrzymałam samochód i patrzyłam na policjanta idącego w naszą stronę.
– Spokojnie, nie panikuj. Załatwię to – powiedział i wyszedł z samochodu, żeby gadać z funkcjonariuszami. Wsiadł razem z nimi do radiowozu, a ja w tym czasie zaczęłam odmawiać zdrowaśki, modląc się o jakiś cud. Odkąd wyjechałam z Dallas i  zamieszkałam z ojcem moja kartoteka była czysta jak łza. No dobra... może była prawie czysta jak łza. Miałam kilka mandatów za nadmierną prędkość, ale dzisiejsza jazda nie była wykroczeniem ale totalnym wariactwem! Teraz byłam dorosłą kobietą i wiedziałam, że jako córka porucznika muszę dbać o swoją reputację. Nie chciałam żeby tata się dowiedział, bo będzie mi prawił morały.
Po kilku minutach Brian wrócił do samochodu, co bardzo mnie zdziwiło.. ale jak to!? Przecież policja nie puszcza ludzi o tak, nie? Zawsze, ale to ZAWSZE kontrolują dokumenty i chociażby trzeźwość kierowcy, a tu nawet nie podeszli.
– Ej, dlaczego oni nas puścili? – zapytałam rozdziawiając buzię i mrużąc oczy. Moja mina jak zwykle musiała wyglądać dziwnie i głupio.
–  Bo potrafię załatwiać takie sprawy – rzekł krótko i na tym rozmowa się skończyła. Jednak po kilku minutach ciszy blondyn dodał: – Można powiedzieć, że mam znajomości w policji.
Taa... serio? Ja też. Gdyby dowiedział się, że mój ojciec jest porucznikiem to chyba by zgubił majty.

Nie miałam siły już wracać na imprezę po Nikki, dlatego zamieniłam się miejscami z O’connerem i kazałam mu odwieźć się do domu. Po powrocie padłam zmęczona na łóżku i natychmiastowo zasnęłam.